Archiwum

Honorowe wyróżnienie „Za zasługi dla ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Galicji”

9 marca 2016 r. w Muzeum Galicja z inicjatywy Stowarzyszenia Krakowian w Izraelu oraz warszawskiej fundacji ” Z głębokości” prof. Aleksander B. Skotnicki otrzymał honorowe wyróżnienie ” za zasługi dla ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Galicji”.

Na tym polu prof. Skotnicki równolegle z prowadzeniem Kliniki i Katedry Hematologii działa od lat urządzając wystawy, publikując książki i genealogie przedwojennych mieszkańców Krakowa – współobywateli żydowskiego pochodzenia.

Uznanie ze strony mieszkających w Izraelu przedwojennych mieszkańców Krakowa ma specjalny walor, wskazuje bowiem na docenienie starań o zachowanie pamięci w rozwoju kulturalnym, społecznym i gospodarczym naszego miasta.

Wzajemne wizyty tak w Polsce jak i w Izraelu
oraz liczne publikacje o relacjach polsko – żydowskich publikowane po polsku, angielsku i niemiecku są ważnym wkładem w przypominaniu o wielokulturowości w tysiącletnich dziejach Krakowa.


Demonstracja nienawiści

Z wielkim zażenowaniem krakowianie dowiedzieli sie, że  – za zgodą urzędników  Magistratu – zorganizowano na Rynku Głównym Krakowa demonstrację tzw.  Wszechpolaków i Narodowców zwanych Młodzieżą Wszechpolską przeciwko przyjmowaniu w Polsce  imigrantów zagrożonych unicestwieniem w ich własnym kraju przez siły ekstremistów.

Około 1000 młodych ludzi wśród których jak doniosła prasa dominowała młodzież w wieku licealno – gimnazjalnym – skandowała wulgarne hasła pod adresem ludzi innych kultur, języka i religii.
Nawoływanie do nienawiści tak religijnej, narodowościowej jak i społecznej jest zabronione w polskim prawie i nie powinno być dopuszczane.
Tym bardziej nie powinno mieć miejsca na Rynku Krakowskim, który dla wielu z nas jest miejscem wyjątkowym a nawet świętym.  Tutaj w maju 1981 roku miał miejsce ” Biały Marsz” po zamachu na papieża Jana Pawła II na Placu św. Piotra w Watykanie. Tutaj stoi pomnik polskiego poety i wieszcza Adama Mickiewicza, współzałożyciela Towarzystwa Filaretów w Wilnie, nie z własnej woli emigranta, redaktora „Pielgrzyma Polskiego”, którego przyjęła gościnna Francja obdarzając katedrą literatury słowiańskiej w College de France w Paryżu. Tu wreszcie Tadeusz Kościuszko, bohater dwóch narodów przysięgał walczyć o wolność wszystkich warstw i mniejszości narodowych.
Dlaczego pozwalamy aby w takim otoczeniu i na takim miejscu odbywały się żenujące i kompromitujące nas w świecie zgromadzenia rzucające ponadto negatywne światło na poziom nauczania i wychowania w krakowskich szkołach licealnych i gimnazjalnych. Co na to dyrektorzy szkół, nauczyciele historii i wychowania obywatelskiego a wreszcie Kuratorium Oświaty i pani wiceprezydent miasta ds. oświaty? Co wynoszą z krakowskich  szkół młodzi ludzie, w mieście o tak wspaniałych  tradycjach wielokulturowości, tolerancji i zasług wybitnych krakowian i patriotów polskich jak Mikołaj Kopernik, Wit Stwosz, Jan Matejko, rodzina Estreicherów i Zollów i Czesław Miłosz.
W jakim kontraście z chuligańską retoryką narodowców kontrastuje hymn szkoły im. „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”, który dzieci śpiewają podczas uroczystej przysięgi na początku roku. Oto on:
wiersz

 Nagroda im. księdza Musiała Zdjęcia

Kiedy w 2009 roku prof. Aleksander Skotnicki otrzymał Nagrodę im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej – nikt, a przynajmniej nikt w środowisku osób świadomych znaczenia jego działalności, nie był tym faktem zaskoczony. I  myślę, że tym razem będzie podobnie.  Nagroda im. księdza Musiała dla Pana profesora nie powinna nikogo zaskoczyć  .

Pan profesor Skotnicki jest światowej sławy lekarzem i uczonym – szefem Kliniki oraz Katedry Hematologii Colegium Medicum UJ, autorem ponad 300 publikacji oraz licznych monografii i podręczników z dziedziny medycyny. Jako specjalista z zakresu transplantologii szpiku kostnego –następca profesora Juliana  Aleksandrowicza – zajmuje się rozwojem nowych metod zwalczania chorób nowotworowych, wprowadza do kliniki światowe standardy leczenia, a jednocześnie – z nie mniejszą pasją – pisze książki, organizuje wystawy i jeździ po świecie dokumentując losy społeczności żydowskiej w Polsce.

Działania Pana Profesora w tej dziedzinie mają imponujący zasięg i skuteczność. Czasem trudno uwierzyć, że są dziełem jednego człowieka – i to człowieka tak bardzo zajętego – lekarza, uczonego. Co ważne – pionierskie inicjatywy wydawnicze i wystawiennicze pana profesora bazują nierzadko na nieznanych wcześniej materiałach. Dzięki panu profesorowi Skotnickiemu poznaliśmy m.in. nowe fakty dot. Fabryki Schindlera. Dowiedzieliśmy się, że pracowali tam także Polacy, którym groziła wywózka na roboty przymusowe do Niemiec. Profesor Skotnicki przyczynił się też w dużej mierze do zbudowania rzetelnego obrazu dokonań Oscara Schindlera,  pomógł nam spojrzeć na jego postać oczyma krakowian ocalonych z Holokaustu. Zresztą nie bez powodu profesor Chwalba napisał kiedyś, że Aleksander Skotnicki wyręcza historyków.

Dziesiątki ekspozycji przygotowywanych przez   profesora  Skotnickiego wspólnie z Krakowskim Towarzystwem Fotograficznym, obszerne i świetnie udokumentowane publikacje, wywiady, artykuły, pokazują wkład społeczności żydowskiej w kulturalny, naukowy, ekonomiczny rozwój  Polski i w światowe dziedzictwo. Opowiadają o losach rozproszonych po całym świecie naszych żydowskich współobywateli.

Profesor Skotnicki nawiązał szerokie kontakty z Żydami krakowskimi na wszystkich kontynentach. Dotarł do wielu osób uratowanych przez Oscara Schindlera i usilnie zabiegał o powołanie ośrodka   upamiętniającego społeczność schindlerowską. Wystąpił do Rady Miasta z inicjatywą utworzenia  takiego ośrodka przy ul. Lipowej, a kiedy już ten ośrodek powstawał – jako oddział naszego Muzeum Historycznego  – wszedł do jego Rady Naukowej. To dzięki zaangażowaniu profesora  Skotnickiego, w 65 rocznicę likwidacji getta, odbyło się w Krakowie  historyczne, poruszające spotkanie z udziałem osób ocalałych  z Holokaustu. Wiele spośród nich odwiedziło wówczas Polskę po raz pierwszy od czasów wojny. Niektórzy przejechali z  rodzinami, wnukami.  Mieliśmy zaszczyt gościć  ich wszystkich tutaj, w magistracie,  podczas uroczystej Sesji RMK.

Pan profesor Skotnicki jest nie tylko depozytariuszem pamięci, ale też przyjacielem, opiekunem i lekarzem wielu przedwojennych mieszkańców Krakowa.  Jest stałym uczestnikiem spotkań krakowian  w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, a także wykładowcą w Instytucie Yad Vashem. Jest też autorem wydawnictw przedstawiających genealogie żydowskich krakowskich rodzin- między innymi: Oresów, Aleksandrowiczów, Mullerów, Horowitzów czy Bosaków.  Niedawno, wspólnie z Panem profesorem odsłanialiśmy ławeczkę Jana Karskiego na ul. Szerokiej, a niebawem,  mam nadzieję, (sprawa  w toku) odsłonimy kolejną tablicę przypominającą o roli żydowskich współobywateli w dziejach Krakowa . (Tym razem będzie to tablica umieszczona w miejscu dawnego Salonu Malarzy Polskich Henryka Friesta.)

Profesor Skotnicki nie ustaje w odtwarzaniu  kolejnych obrazów z życia dawnego żydowskiego Krakowa i  w upamiętnianiu  tych wszystkich, którzy w czasie wojny próbowali to życie ratować.  Pytany o źródła swojej wielkiej pasji,  rzadko i niewiele mówi o sobie.  Przywołuje natomiast zasługi prof. Juliana Aleksandrowicza,  wspomina swoją babkę, Annę Sokołowską, nauczycielkę języka polskiego, która ukrywała w czasie wojny  swoje dwie żydowskie uczennice. (Obydwie  zostały zabite, a Anna Sokołowska zginęła zamęczona w Ravensbruck. Dziś jest upamiętniona w Yad Vaschem, w Alei Sprawiedliwych.) …Profesor wspomina też księdza Stanisława Musiała i Jana Karskiego, z żarliwością mówi o żydowskich bohaterach walczących o niepodległość Polski   bo – jak podkreśla – na takich właśnie wspaniałych przykładach bohaterstwa  i patriotyzmu   można budować mosty porozumienia.

Prof. Skotnicki jest przede wszystkim lekarzem i lekarzem nigdy być nie przestaje.  Poza swoją kliniką leczy z nieufności –uprzedzeń –   niewiedzy, ze szkodliwych stereotypów. Nikt z takim sercem – tak pięknie i zajmująco  –  nie opowiada o życiu przedwojennej żydowskiej społeczności: o bezprzykładnym patriotyzmie młodzieży elitarnego Gimnazjum Hebrajskiego,  o żydowskich żołnierzach  Andersa i Maczka, o  ślubie córki cadyka w Bobowej..

… O Oscarze Schindlerze mówi, że uratował nie tylko konkretnych ludzi, ale też, w jakimś sensie,   tamten, utracony przedwojenny świat żydowskiego  Krakowa.  Świat, który dzisiaj –właśnie dzięki prof. Skotnickiemu –  coraz mocniej przebija się do powszechnej świadomości i przestaje być zjawiskiem egzotycznym jak jeszcze 20, czy 30 lat temu.

Wykłady, książki, wystawy fotograficzne pana profesora, działalność założonego i kierowego przezeń Centrum Dialogu służą budowaniu lepszej przyszłości. Są naturalnym antidotum przeciw wszelkim wykluczeniom, antysemityzmowi, ksenofobii –  przypominają o tym, z czego wspólnie możemy być dumni, co może być naszą wspólną radością i fundamentem owocnego opartego na wzajemnym szacunku  dialogu.

To jest bezcenna dla Krakowa praca.  I za tę pracę gorąco dziś Panu profesorowi Skotnickiemu dziękujemy. Dziękujemy za budowanie   dobrego wizerunku Krakowa w świecie, za utrwalanie najważniejszych kart jego historii, ale przede wszystkim za to, że dzięki  jego wysiłkom –  krakowianie   rozproszeni po całym świecie,  krakowanie mieszkający w Izraelu, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie,  Australii czy Wenezueli wiedzą, że Kraków o nich pamięta..  .

skan7300 skan7299 dsc_9677 dsc_0209 dsc_9774 dsc_9767 dsc_9703


ABS o księdzu Musiale 

Przesłanie dla współczesnych wynikające z życia i działalności księdza Stanisława Musiała.

Dwanaście lat po śmierci księdza Stanisława Musiała nadal pozostaje on w życzliwej i wdzięcznej pamięci setek osób, które miały szczęście i zaszczyt znać go osobiście, spotykać go podczas wizyt duszpasterskich, słuchać jego kazań, albo czytać jego artykuły i książki.

Jak sam o tym mówił i pisał urodził się i wychowywał w biednej wielodzietnej rodzinie chłopskiej w skromnym drewnianym domu (stojącym do dziś), którego sień oddzielała część mieszkalną i przeznaczoną dla zwierząt domowych. Jego pierwsze lata życia aż do 6 roku upływały w czasie okupacji niemieckiej co jeszcze bardziej nasiliło biedę, niepewność jutra. Okrucieństwo okupanta obserwowane przez małego chłopca na zawsze odcisnęło się w jego pamięci .

Oto ten wrażliwy  młodzieniec po ukończeniu wiejskiej szkoły podstawowej w Łososinie Górnej dostaje się do małego seminarium jezuickiego w Nowym Sączu (zamkniętego przez władze komunistyczne w 52 roku), po czym wstępuje w wieku 14 lat do nowicjatu z dala od domu rodzinnego w Starej Wsi koło Rzeszowa, i nie mając możliwości kontaktu ze swoja rodziną musi radzić sobie w okresie, w którym każdy nastolatek tak bardzo potrzebuje ciepła rodzinnego.

Po zakończeniu nowicjatu, zdaniu matury i po studiach teologicznych, odbywanych w Krakowie i Warszawie, otrzymuje święcenia kapłańskie w 1965 roku, a następnie przez kilkanaście lat studiuje we Włoszech, Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Pomaga mu w tym znajomość języków obcych – poza łaciną włoskiego, niemieckiego, francuskiego i angielskiego. Spędza w archiwach uniwersyteckich i klasztornych długie miesiące poszukując inspiracji do prac naukowych i do zamierzonego doktoratu na co oczekują jego przełożeni w zakonie jezuitów. Aby się utrzymać musiał jednak dorabiać sobie usługami duszpasterskimi m. in. zastępując proboszczów podczas ich urlopów oraz spowiadając parafian w lokalnych językach w okresie świąt katolickich.

Mimo tych trudności znalazł uznanie wśród sfer intelektualnych ośrodków uniwersyteckich zachodniej Europy studiując i spotykając się z najwybitniejszymi autorytetami w dziedzinie filozofii, historii sztuki i teologii Niemiec, Austrii, Szwajcarii i Włoch.

Po powrocie do kraju znajduje sprzyjającą atmosferę otwartego kościoła ( z którym zetknął się w zachodniej Europie) w kręgu osób z Tygodnika Powszechnego, Znaku.

Staje się jednym z filarów felietonowego dziennikarstwa wśród takich luminarzy publicystki jak Jerzy Turowicz, Adam Boniecki, Ewa Berberyusz i inni.

Jego zaangażowanie w dialog polsko-żydowski, aktywny sprzeciw wobec objawów antysemityzmu, stawiają go na czele komisji episkopatu do spraw dialogu i judaizmu i czynią go partnerem tak wybitnych postaci polskiego i europejskiego kościoła katolickiego jak kardynał Franciszek Macharski i kardynał Jean Marie Lustiger.

Tak więc ten chłopiec z wiejskiej chaty – pasący w dzieciństwie krowy na wzgórzu Maciejówka nad Łososiną Górną – osiąga, tylko dzięki swojej determinacji, ogromnej pracowitości, ale i wrażliwości i sprzeciwie wobec zła – staje się powszechnie znanym, szanowanym, aczkolwiek w wielu kręgach kontrowersyjnym, kapłanem, społecznikiem, dziennikarzem i pisarzem. Jest nagradzany przez krajowe i zagraniczne Instytuty i ośrodki badawcze i staje się symbolem nowoczesnego, tolerancyjnego kościoła, otwartego na ludzi innej wiar, niewierzących czy wątpiących.

Na tym wszystkim cierpiała „jego kariera naukowa”, niemożność dokończenia doktoratu, albowiem nad zacisze bibliotek i archiwów (z których nadal korzystał i gromadził w swojej celi klasztornej – w tzw. dziupli na górze – ogromne zasoby artykułów oraz imponujący  i wielojęzyczny księgozbiór) zaczął przedkładać swą pasję publicysty, a przede wszystkim prace duszpasterską, która zaczęła mu dawać coraz więcej satysfakcji i pochłaniała go niemal bez reszty.

Księdza Musiała cechowała niebywała prostota tak w zachowaniu jak i w ubiorze, ogromne ciepło oraz empatia w stosunku do drugiego człowieka zwłaszcza samotnego, chorego, ubogiego lub niedającego sobie rady z codziennymi problemami.

Ludzie spotykający się z księdzem Musiałem odnosili wrażenie, że są dla niego najważniejsi, wpisywał im zawsze piękne dedykacje do ofiarowywanych swoich książek i mobilizował do samodoskonalenia się, rozwoju emocjonalnego czy zawodowego przekazując swą wiarę w jego powodzenie. Po spotkaniu z księdzem Musiałem wychodziliśmy pełni wiary w sukces tak my lekarze jak i nasi pacjenci w walce z chorobą, a jego udział w spotkaniach chorych po transplantacji szpiku był odbierany jako jego uznanie i podziw dla skutecznej walki o wyjście z choroby.

Nam lekarzom  mówił: Waszą codzienną modlitwą jest leczenie pacjentów (wg. słów dr. Małgorzaty Wójcik).

Ksiądz Musiał uczył nas również wdzięczności za okazywaną życzliwość, pomoc lub współdziałanie w walce o lepszy świat, przeciwdziałanie nietolerancji i wykluczaniu ludzi ze względu na przekonania polityczne, narodowość i religię. W każdym dostrzegał człowieka i tkwiące w nim dobro.

Wydaną w 2007 roku monografię pt. „Społeczność żydowska w Polsce – zwyczaje oraz udział w walce o niepodległość” (razem z Władysławem Klimczakiem) dedykowaliśmy Julianowi Aleksandrowiczowi i księdzu Stanisławowi Musiałowi „albowiem to Oni kazali nam budować mosty”.

Aleksander B. Skotnicki, 2016


List pacjenta

       Pragnąc podziękować całemu Zespołowi Medycznemu Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, pozwolę sobie na napisanie tych kilku zdań.
Przebywając już dość długi czas w owej Klinice jako pacjent, mogę ocenić, co ludzie mogą ofiarować, zrobić dla drugiego człowieka.
Otoczony fachową opieką medyczną Pana Profesora, lekarzy, pielęgniarek, każdy pacjent czuje się tu bezpieczny. Widzi jak wiele wysiłku i pracy wkładają ludzie go otaczający w proces jego wyleczenia. Wielki profesjonalizm zawodowy, jaki cechuje na co dzień Pański personel medyczny, jest godny podziwu. Pokazuje, jak powinien wyglądać system wartości grupy ludzi leczących chorego człowieka.
Z czułością i uśmiechem, z jakim opiekują się Państwo pacjentami, przenikacie szybko do serc, zdobywając ich zaufanie i wywołując w nich normalne ludzkie odruchy życzliwości i wdzięczności.
Przez swoje zachowanie podnoszą Państwo stan psychiczny pacjenta, przywracając mu spokój wewnętrzny i wiarę w siebie, której tak bardzo mu brak w początkowej fazie leczenia. Każdy zdaje sobie sprawę, ile codziennego trudu i pracy trzeba włożyć w długotrwały proces leczenia i wyleczenia choćby jednego pacjenta. A mają ich Państwo w swojej opiece dziesiątki i setki. Wykonujecie pracę swoją bardzo sumiennie, nie patrząc na czas, którego zawsze Wam brakuje.
Drodzy lekarze i pielęgniarki, być leczonym przez Was to wielkie szczęście, które może spotkać chorych ludzi takich jak ja.
Wszystko to można porównać do pracy szpitala w Leśnej Górze z filmu „Na dobre i na złe”, i choć grają w nim aktorzy i wszystko jest bajeczne jak na służbę zdrowia, to pokazuje on pozytywny stosunek do pacjenta. My nie musimy oglądać tego filmu, my kręcimy własne odcinki i gramy własne role, a życie kliniczne pisze scenariusz bez pomocy reżysera.
Ta niezwykła możność bezpośredniej komunikacji z Państwem w odpowiedzi na pytania, które dręczą pacjentów, a przede wszystkim życzliwość i uśmiech na twarzy, którym obdarowujecie nas na co dzień, utwierdza nas, że trzeba walczyć, że wyleczenie jest możliwe. Na pewno zdajecie sobie sprawę, jak duży wpływ macie nie tylko na zdrowie, ale też na psychikę pacjenta.
Pacjent, czekając na wizytę czy wynik badania krwi, patrzy głęboko w oczy lekarza, szukając w nich wszystkiego, co dotychczas utracił, przede wszystkim wiary w siebie. Pełen zakres pomocy psychologicznej, z której może skorzystać pacjent, a który również Państwo ofiarują, jest bardzo ważnym elementem tej terapii. Profesjonalna rozmowa z psychologiem pozwala zrozumieć pacjentowi stan, w jakim się znajduje i jak powinien przestawić swoje myślenie na pozytywne tory.
Biorąc pod uwagę całość zagadnienia, można powiedzieć albo przytoczyć myśl prof. Aleksandrowicza: Człowiek jest tyle wart ile potrafi pomóc drugiemu człowiekowi. Dlatego pomagają Państwo w dalszym ciągu ludziom chorym, podobnym jak ja, przez naukę, wiedzę, jaką posiadacie w swych umysłach, przez codzienny uśmiech, a wierzcie mi, że wdzięczność nie w jednym sercu noszą dla Was pacjenci.
Dzięki klimatowi bezpieczeństwa, troski i życzliwości, który wszyscy wspólnie tworzycie, dzięki pięknym wnętrzom, kolorowym ścianom i wspaniałym obrazom budujecie drugi dom dla każdego pacjenta.
Nawet zadbany ogród za oknem Kliniki wpływa na nasz nastrój.
Obserwując Państwa wielki profesjonalizm w leczeniu tak ciężkiej choroby i Waszą nieustanną z nią walkę, sam nabieram również siły i determinacji do nie poddawania się i mego udziału w tej walce.
Dziękując Państwu za wszystko, co czynią dla polepszenia naszego stanu zdrowia, pragnę powrócić do Profesora Skotnickiego, szefa tej Kliniki, a dla mnie kapitana okrętu, którym razem płyniemy. Drogi Kapitanie, na Pana ręce składam wyrazy podziękowania nie tylko ode mnie, ale od wszystkich pacjentów, którym udało się zacumować na Pańskim okręcie. Pański statek to prawdziwa Arka Noego, to sanktuarium medycyny, z którego wychodzimy zdrowsi, piękniejsi i lepsi. Skompletował Pan na tym statku wspaniałą załogę złożoną z ludzi mądrych, a nawet wybitnych, ludzi z pasją i ogromnym zaangażowaniem walczących o życie każdego z nas, a przede wszystkim ludzi dobrych, uczciwych i życzliwych.
Płynąc z Państwem na tym okręcie, głęboko wierzymy, że dopłyniemy razem do brzegu, którym będzie nasze przywrócone zdrowie. Dziękujemy za okazaną dobroć, troskę, jaką nas Państwo otaczają, a przede wszystkim za okazane nam serce.
Profesorze Skotnicki! Życzę Panu spokojnych wód, braku sztormów, a w każdym porcie zyskania środków finansowych potrzebnych na leczenie, wyposażenie i utrzymanie tak wspaniałej Kliniki.
A jako normalnemu człowiekowi, życzę satysfakcji z pracy, szczęścia osobistego i trochę wypoczynku, który się Panu należy.
W imieniu wdzięcznych za wszystko pacjentów Oddziału Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Janusz Polaczyk 25 kwietnia 2008 r., Szczawnica

 


        1000 transplantacji  szpiku przeprowadzono w Krakowskim Ośrodku Hematologicznym! Rozmawiam z kierownikiem Katedry Hematologii UJ CM i Oddziału Klinicznego Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego prof. dr hab. Aleksandrem B. Skotnickim.

   –     Co się kryje za sukcesem?  Brak większej liczby  miejsc wystarczającej dla ratowania życia.

Jeszcze w latach 80. białaczka była wyrokiem śmierci, umierali na nią często młodzi ludzie i to wkrótce po rozpoznaniu tej choroby. Dzisiaj, przeszczepiając szpik kostny ratuje się ponad 70 proc. chorych na białaczkę. W Klinice Hematologii UJ CM w Krakowie pierwszą transplantację szpiku wykonano w 1998 roku, a niedawno przeprowadzono ten zabieg u tysięcznego pacjenta. Rozmawiam z kierownikiem Kliniki prof. dr hab. Aleksandrem Skotnickim, który, po przeprowadzeniu remontu starego budynku, wprowadził tę  metodę terapii w Krakowie i rozwijał ją oraz udoskonalał razem  ze swoim zespołem w ciągu minionych siedemnastu lat.  Dzisiaj, gdyby było więcej miejsc , można by tu ratować więcej chorych na ostrą białaczką, chłoniaki  złośliwe i ze  szpiczakiem mnogim.

– Gratuluję, Panie Profesorze, spełnił Pan, jak sądzę swoje zawodowe zamierzenia. Jakie refleksje nasuwa Panu tysięczna transplantacja szpiku w kierowanej przez pana Klinice?

– Myślę, że mój mistrz prof. Julian Aleksandrowicz byłby zadowolony i wzruszony, wszak to on pierwszy w 1948 roku wpadł na pomysł całkowitej wymiany krwi białaczkowej na pochodzącą od zdrowych dawców, a dziesięć lat  później pierwszy na ziemiach polskich przeprowadził allogeniczny przeszczep u sióstr bliźniaczek. Odbyło się to w tym samym budynku, w którym dziś pracujemy – przy ul. Kopernika 17. Także tu 65 lat temu prof. Aleksandrowicz zakładał Krakowski Ośrodek Hematologiczny w III Klinice Chorób Wewnętrznych.

– Jest pan więc kontynuatorem ważnej nie tylko medycznie, ale i społecznie sprawy. Leczenie białaczek metodą transplantacji szpiku opiera się bowiem na fundamencie ludzkiej solidarności i odpowiedzialności za innych, bo  przecież poprzedza ją zawsze przekazanie części szpiku przez jednego człowieka drugiemu, choremu, by go uratować.

– Toteż w programie uroczystości 65 – lecia Krakowskiego Ośrodka Hematologicznego, która odbędzie się 11 maja 2015 r. w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, jest zaaranżowane spotkanie tak zwanych bliźniaków genetycznych – przyjedzie biorca szpiku z Niemiec, a także dawczyni z Polski, która oddała swoje komórki szpiku ratując jego życie i oni po raz pierwszy zobaczą się na scenie. Myślę, że jest to symbol tej ludzkiej solidarności, na której bazujemy, pewna kulminacja nie tylko systemu doboru dawców i biorców szpiku, jaki udało nam się stworzyć, ale i samej idei oraz potwierdzenie, że medycyna nie ma granic.

– Światowy Rejestr Dawców Szpiku  jest  tego dowodem. Jaki jest rejestr dawców szpiku w Polsce?

– Mamy prawie 800 000 zarejestrowanych dawców, zajmujemy trzecie miejsce w Europie, po Wielkiej Brytanii i Niemczech. Jeśli okaże się, że mamy w rejestrze poszukiwanego pod względem zgodności tkankowej dawcę, pobieramy od niego komórki macierzyste szpiku dla  biorcy będącym w innym mieście w Polsce lub w innym kraju. My też korzystamy z komórek dawców zarejestrowanych nawet w krajach odległych, by je przeszczepić naszym pacjentom. Na przykład wczoraj pobraliśmy komórki macierzyste szpiku z krwi obwodowej od polskiej pielęgniarki zarejestrowanej jako dawca. Kurier zabrał je  samolotem na Florydę dla czekającego tam na przeszczep chorego. Duża liczba zarejestrowanych potencjalnych dawców pozwala dobrać zgodnego tkankowo, niespokrewnionego  dawcę dla potrzeb biorcy.

– To właśnie przykład pięknej ogólnoludzkiej solidarności, no i dobrej organizacji, możliwej dzięki istniejącej dziś technice. Myślę, że tysięczna transplantacja w waszej Klinice była ważnym wydarzeniem dla pana profesora i całego zespołu. Czy pan przewidywał taki rozwój wydarzeń, przeprowadzając pierwszą transplantację szpiku?

–  Kiedy prawie dwadzieścia lat temu zakładaliśmy ośrodek przeszczepowy, wydawało się, że w tym 150- letnim budynku trudno będzie prowadzić tak nowoczesne leczenie, jakie widziałem już wcześniej za granicą. Remont budynku trwał cztery lata, równocześnie leczyliśmy chorych i prowadziliśmy dydaktykę.  Na II piętrze budynku zamiast dotychczasowych pięciu 10-osobowych sal bez toalet, utworzyliśmy 11-sterylnych  jednoosobowych pomieszczeń przeszczepowych z wielokrotną wymianą powietrza  i pełnym zapleczem sanitarnym. Odważyliśmy się również  na to, by podnieść stary XIX wieczny strych, gdzie były tylko gołębie i kurz i stworzyć tam nowoczesne laboratoria, bo bez nich taka terapia byłaby niemożliwa. Zdobyliśmy nowoczesną aparaturę i przygotowywaliśmy się do przeprowadzania przeszczepów szpiku –  próbowaliśmy na sobie mobilizować i izolować komórki macierzyste, zamrażać je, rozmrażać, oceniać. Udało się stworzyć ośrodek, wówczas jeden z najnowocześniejszych  w kraju, o doskonałym zapleczu technicznym i dobrze przygotowanym  zespole, który uzyskał  akredytację w Europie.  Od tamtych czasów powstało tu 25 doktoratów, 4 habilitacje i wiele publikacji w polskich i zagranicznych czasopismach naukowych. Ale przede wszystkim setki chorych mogło być nowocześnie diagnozowanych i optymalnie leczonych wg współczesnych standardów.

– W czasie studiów i jako młody lekarz wiele pan podróżował po świecie, poznawał nowoczesne placówki medyczne i na pewno prościej było zostać za granicą, niż tworzyć w Krakowie właściwie wszystko od podstaw. Czy to sentymenty skłoniły pana do pozostania w kraju?

– Wiedziałem, że tam start byłby łatwiejszy, zarobki wyższe i szanse na wygodniejsze życie, ale też zdawałem sobie sprawę, że w innym kraju będę jednym z tysięcy lekarzy. A tu, w Krakowie, było tyle  do zrobienia. Pracując w tej Klinice jako młody lekarz, poznawałem wielu pacjentów chorych na białaczkę, często także młodych i  nie mogłem się pogodzić z tym,  że zwykle dość szybko umierali. Myślałem wtedy, że gdyby urodzili się na zachodzie Europy, czy w Ameryce, mogliby zostać uratowani. Już wiedziałem w jaki sposób, na czym to polega, więc tym bardziej trudno mi się było z tym pogodzić. Należało więc obmyślić koncepcję i zdobyć pieniądze na gruntowny remont Kliniki, uzyskać zgodę władz uczelni, szpitala uniwersyteckiego, Ministerstwa Zdrowia i przeprowadzić remont tak, by stworzyć warunki do nowoczesnego, skutecznego leczenia.

– Kiedy przeprowadziliście pierwszy przeszczep szpiku?

– W 1998 roku, u chorej z ostrą białaczką. Po wyleczeniu została przewodniczącą Stowarzyszenia Chorych po Transplantacji Szpiku. Żyje do dziś. W pierwszym roku przeprowadziliśmy 30 przeszczepów, w następnym – 50, a ostatnio 80, czyli ok. dwa razy w tygodniu.

– Transplantacja szpiku to kilkumiesięczna praca z każdym pacjentem, prowadzi się ją na wielu  etapach.

– A białaczka daje o sobie znać, gdy już jest zaawansowana, toteż chorzy nią dotknięci przyjeżdżają do nas zwykle w ciężkim stanie, z niewydolnością nie tylko szpiku, ale wielu narządów. Mają rozsiany proces nowotworowy , bo krew przecież krąży wszędzie. Aby dobrze scharakteryzować dany klon nowotworowy, uzyskać przejściową remisję choroby, pogłębić ją, a więc  konsolidować i znaleźć dawcę zgodnego tkankowo,  rodzinnego lub niespokrewnionego ( korzystając z rejestru krajowego lub zagranicznego), lub pobrać materiał od samego pacjenta, a potem przeprowadzić infuzję tego materiału, odczekać do odbudowy liczby komórek krwi- trzeba przez kilka miesięcy pracować z chorym. Jest to ogromna praca zespołu lekarskiego, pielęgniarskiego, laboratoryjnego. Musimy monitorować skuteczność leczenia na poziomie molekularnym, a to wymaga zaangażowania w terapię, wiedzy i doświadczenia. I przez cały czas trzeba psychicznie wzmacniać chorego, bo to także  dla niego trudna i uciążliwa terapia. Nauczyliśmy się tego przez ubiegłe lata, potrafimy pobrać komórki, ocenić, policzyć, zamrozić, rozmrozić, podać ponownie i  zabezpieczyć chorego przez 2-3 tygodnie  zanim szpik pochodzący od innego dawcy, czasem z daleka, zacznie „pracować”, czyli produkować zdrową krew.

– Co przesądza o wyniku?

– Precyzja wykonania zabiegów, tak od strony laboratoryjnej i lekarskiej, troskliwa opieka i obserwacja pielęgniarek , sterylność warunków, drogie leki, jakie wtedy podajemy. Teraz, na szczęście, NFZ zapewnia ich finansowanie, czasem przekraczamy limity, ale jakoś sobie z tym radzimy. Dla uzyskania dobrego wyniku leczenia ważna jest też psychika chorych, toteż na rozmowy z nimi poświęcamy dużo czasu. Bywają wspaniali, niekiedy oni nas pocieszają, zapewniając, że zniosą trudy leczenia. I to również dzięki nim uzyskujemy dobre wyniki leczenia z wieloletnim przeżyciem bez nawrotu choroby u 60-80% w zależności od rodzaju przeszczepu( allo-versus auto)

– Z jakim problemem najtrudniej się wam uporać?

– Z brakiem większej liczby miejsc dla przeszczepiania szpiku.

– Czyżby tak szybko rosła zachorowalność na białaczki?

– Nie, ale ci, którzy się u nas leczyli, a na szczęście żyje ich coraz więcej, niekiedy muszą do nas wracać z powodu  powikłań. Poza tym wzrasta liczba starszych chorych, których dziś możemy, dzięki coraz lepszym możliwością leczenia, zakwalifikować do przeszczepu szpiku. Jest to więc problem, który wynika z terapii wspomagającej i naszego doświadczenia oraz coraz większych możliwości terapeutycznych, można by powiedzieć, że jesteśmy ofiarami własnego sukcesu. Tymczasem z jedenastu stanowisk przeszczepowych dwa musieliśmy zlikwidować, by wprowadzić bank komórek krwiotwórczych i uzyskać akredytację Ministerstwa Zdrowia, więc jest ich tylko dziewięć. A teraz czeka na przeszczep czterdziestu zakwalifikowanych do niego chorych, ale nie mamy gdzie ich położyć. Czekają za długo, boję się, że choroba może nawrócić. Chcą się u nas leczyć, a my nie możemy ich przyjąć, wiemy jak im pomóc, ale nie mamy warunków, to dla lekarza bardzo niekomfortowa sytuacja.  Potrzeba nam przynajmniej drugie tyle stanowisk przeszczepowych. Codziennie „koczuje” w Poradni Przyklinicznej  ponad stu chorych i większość musimy odsyłać z kwitkiem. Z braku miejsca  chorzy są coraz krócej hospitalizowani, pozostają  w trudnych warunkach, a to rzutuje na wyniki leczenia, bo jeśli brakuje miejsca łatwiej o powikłania infekcyjne u pacjentów, z których większość  ma obniżoną odporność. Przykro mi, że tak dobry zespół, nie może rozwinąć skrzydeł.  Cieszę się , że niedługo zostanie otwarty nowy  szpital uniwersytecki w Prokocimiu, ale jego budowa potrwa jeszcze 4-5 lat, boję się, że przez ten czas rozpadnie mi się zespół, bo nie wytrzyma tej presji, nie mówiąc już o chorych, którzy potrzebują pomocy natychmiast.

– Słowem, jest dobry, wyszkolony przez lata zespół, nowoczesna aparatura, pod drzwiami chorzy oczekujący pomocy, ale nie ma dla nich wystarczających  miejsc. Czy chodzi o drogie stanowiska?

– Niekoniecznie, moglibyśmy w tym budynku utrzymać tylko drogie miejsca przeszczepowe, ale potrzebujemy także miejsc dla konwencjonalnej hematologii, wstępnego leczenia oraz dla  powikłań po przeszczepach, którym ulega ok. 20 proc. pacjentów po transplantacji, więc wystarczyłyby miejsca mniej kosztowne.

– Czy zmiany wprowadzone ostatnio do systemu leczenia onkologicznego pomogły wam w leczeniu chorych?

– Nie pasują one do naszych zadań, chorzy z ostrą białaczką  muszą być leczeni natychmiast, siedem tygodni przewidziane na podjęcie terapii może oznaczać dla nich utratę wszelkich szans na wyleczenie. W dodatku te wieczne ograniczenia, procedury, rozliczania, utrudniają codzienną pracę i zabierają czas , lekarz zamiast leczyć – wypełnia druki i skierowania i jest coraz częściej urzędnikiem niż lekarzem , a pielęgniarka zamiast pielęgnować – siedzi przy komputerze. Jako stary lekarz myślę z niepokojem  do czego doprowadza technokratyzacja i merkantylizacja medycyny, zdrowie stało się towarem, a jedność psychosomatyczna chorego i jego niepowtarzalność zostały sprowadzone do przeciętnego świadczeniobiorcy.

–  Co jeszcze pana martwi obecnie, kiedy to  powinien pan cieszyć się sukcesem?

–  Największym moim pragnieniem jest dalsza poprawa wyników leczenia, myślę o tych 40 proc. chorych, na białaczkę, którzy nam umierają w różnym okresie swojej choroby. Każda śmierć pacjenta to nasza porażka, chciałbym, by było ich jak najmniej. Co prawda, kiedy zaczynałem pracę udawało się wyleczyć tylko ok. 10 proc. chorych na ostrą białaczkę, a dzisiaj ratujemy życie 60 na stu ludzi dotkniętym tą  ciężką chorobą onkologiczną, ale pozostali odchodzą. Warunki, którymi dysponujemy, nie pomagają skuteczniej leczyć.

– Gorzkie to refleksje. Proszę jednak pomyśleć o ogromnej rzeszy wyleczonych. Co rok odbywają się zjazdy osób po transplantacji szpiku, przyjeżdżają z całej Polski do Krakowa na własny koszt, by przypomnieć, że tu zostali uratowani i podziękować wam za drugie życie.

–  Właśnie oni są tu bohaterami. Przechodzą leczenie bardzo dla nich trudne – przed otrzymaniem nowego szpiku są poddawani silnej chemioterapii, która ma zniszczyć ich własny, zajęty przez nowotwór szpik. Doznają wszelkich konsekwencji tego intensywnego leczenia – wypadają im włosy, słabną, mają mdłości, wymioty, wielu z nich przeżywa załamanie psychiczne. Gdy zostanie zniszczony ich szpik tracą odporność, więc narażeni są na infekcje, leżą wówczas przez kilka tygodni w separatkach odizolowani od ludzi, aż przeszczepiony szpik podejmie pracę i wyprodukuje niezbędną liczbę komórek krwi.  Ale są dzielni, cierpliwi i ufają nam. Dzięki nim łatwiej nam pokonywać przeszkody, ich życie, wizyty i wdzięczność dodaje nam sił. Nadają sens naszej pracy, która jest codzienną walką – jak na polu bitwy – nie tylko z chorobami naszych pacjentów, ale i z trudnościami formalnymi i organizacyjnymi, których obecny system ochrony zdrowia nam nie szczędzi. Trudne jest życie lekarza, choć  to tak wspaniały zawód dający przywilej i możliwości  ukojenia cierpień, przywrócenia nadziei i odzyskania zdrowia przez naszych chorych.

                                              Dziękuję za rozmowę.  Krystyna Rożnowska

{Obecnie w Klinice Hematologii w Krakowie jest 23 łóżka, a w należącym do niej Oddziale Transplantacji Szpiku – 9 stanowisk. Jest tu też Poradnia Hematologiczna i Potransplantacyjna. Zespół składa się z 20 lekarzy i 5 rezydentów oraz 44 pielęgniarek opiekujących się rocznie ok. 2 tysiącami chorych z proliferacyjnymi i zanikowymi chorobami krwi. Przyjmowanych jest rocznie ok. 60 chorych z noworozpoznaną ostrą białaczką, a ok. 200 pozostaje w stałej obserwacji. W ciągu roku ok. 80 chorych poddawanych jest transplantacji szpiku, a ok. 120 jest w stałej obserwacji.

Wśród chorych jest ok. 200 pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową, ok. 250 z chłoniakami nieziarniczymi i ziarnicą złośliwą, ok. 300 ze szpiczakiem mnogim, ok. 300 z przewlekłą białaczką limfatyczną, ok. 100 z zespołem mielodysplastycznym oraz ok. 50 z anemią aplastyczną. Rocznie Klinika hospitalizuje ok. 6 tysięcy chorych, w tym ok. 1 tysiąc to hospitalizacje wielodniowe, a ok. 4 tysiące – jednodniowe. W Poradni Hematologicznej konsultowanych jest średnio ok. 100 chorych dziennie tj. 20 000 rocznie, natomiast w Poradni Poprzeszczepowej ok. 10 chorych dziennie tj. 2000 rocznie. }


Kompleksowa terapia dyskrazji plazmocytowej

 plakat_pl_cmyk

RELACJA z III Międzynarodowej Konferencji pt.: „KOMPLEKSOWA TERAPIA DYSKRAZJI PLAZMOCYTOWYCH w 2014 roku”

W dniu 13 września 2014 o godzinie 15.00 w Hotelu Starym w Krakowie odbyła się  III Międzynarodowa Konferencja pt.: „Kompleksowa terapia dyskrazji plazmocytowych w 2014 roku”.

W trakcie Konferencji poruszano zagadnienia dotyczące kompleksowej i wielospecjalistycznej terapii u chorych ze szpiczakiem plazmocytowym, amyloidozą, gammapatia monoklonalną oraz chorobą Waldenstroema.  Patologia w szpiczaku plazmocytowym obejmuje wiele tkanek i narządów, tj.: układ krwiotwórczy, kostny, endokrynny, nerkowy, nerwowy oraz inne. Kompleksowa i wielospecjalistyczna opieka nad Chorymi stwarza szansę wysokiej skuteczności i poprawy jakości życia oraz jego wydłużenia w dobrym komforcie. Ostatnie 15 lat przyniosły rejestrację 7 nowych leków w szpiczaku i obecnie ma miejsce wydłużenie znaczące życia do około 10 lat średnio z chorobą. Zaznaczono, iż pacjenci aktualnie nie umierają z powodu szpiczaka plazmocytowego ale ze szpiczakiem jako chronicznym schorzeniem i z innych powodów klinicznych.

Konferencję otworzyli uroczyście prof. Aleksander B. Skotnicki oraz dr Artur Jurczyszyn z Katedry i Kliniki Hematologii CM UJ.

Wykłady wygłosili światowej sławy eksperci:

– prof. Robert Orłowski (The University of Texas MD Anderson Cancer Center, Houston, USA) – THERAPY OF NEW DIAGNOSED MULTIPLE MYELOMA IN 2014

– prof. Jens Hillengass (University of Heidelberg, German Cancer Research Center, Germany) – MANAGING AND THERAPY of RELAPSED/REFRACTORY MULTIPLE MYELOMA in 2014

– prof. Irene Ghobrial (Harvard Medical School, Dana Farber Cancer Institute, Boston, USA) – HOW I TREAT WALDENSTROM`S MACROGLOBULINEMIA in 2014 and MGUS STUDY

– prof. Ashraf Badros (University of Maryland, Baltimore, USA) – SUPPORTIVE CARE AND MAINTANCE THERAPY OF MULTIPLE MYELOMA IN 2014

– prof. Ashutosh Wechalekar (National Amyloidosis Center, UCL Medical School, London, UK) – MANAGING AND THERAPY OF AMYLOIDOSIS IN 2014

Konferencja cieszyła się dużym zainteresowaniem zgromadziła ponad 60 uczestników z polskich ośrodków hematologicznych m. in. z Gdańska, Lublina, Wrocławia, Warszawy, Bielska-Białej, Krakowa. Po każdej prezentacji streszczonej przez prowadzącego konferencję prof. A. Skotnickiego rozpoczynała się ożywiona dyskusja nad możliwościami leczenia dyskrazji plazmocytowych oraz optymalizacji terapii w Polsce. Udział w konferencji naukowców z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Polski z żywą i wzajemną dyskusją dowodzi, że medycyna nie zna granic i że lekarze z różnych krajów mówią jednym językiem na temat podobnych chorych.

Uczestnicy konferencji poza częścią merytoryczno-naukową mieli możliwość zwiedzania komnat Zamku Królewskiego na Wawelu, Kopalni Soli w Wieliczce, Kościoła Mariackiego, Muzeum w Collegium Maius, Muzeum w Auschwitz i Fabryki Schindlera. Widoki centrum Krakowa z kawiarni na dachu Hotelu Starego przy pięknej pogodzie na pewno pozostaną na długo w pamięci naszych gości zagranicznych, którzy po raz pierwszy odwiedzili Polskę i Kraków.

III Miedzynarodowa Konferencja została zorganizowana pod wysokim patronatami czołowych Postaci Krakowa: Kardynała Stanisława Dziwisza, Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciecha Nowaka, Wojewody Małopolskiego Jerzego Millera, Marszałka Województwa Małopolskiego Marka Sowy, Prezydenta Miasta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego oraz Prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej prof. Andrzeja Matyji.

Dziękujemy ogromnie Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka z Krakowa, oraz firmom farmaceutycznym: Janssen-Cilag, Mundipharma, Celgene, Alvogen, Actavis, Vipharm za umożliwienie zorganizowania tej Międzynarodowej Konferencji.

dr med. ARTUR JURCZYSZYN

www.szpiczak.org


Prof. Aleksander Skotnicki odznaczony Medalem św. Krzysztofa

skany370ok1 skany369-ok1


Kongres Kultury Akademickiej 

W dniach 20-22 marca 2014 w Auditorium Maximum UJ odbywał się Kongres Kultury Akademickiej zorganizowany z okazji obchodów Wielkiego Jubileuszu 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przewodnie hasło kongresu brzmiało – „Idea Uniwersytetu – reaktywacja”, którego celem była otwarta dyskusja nad stanem i kondycją środowiska akademickiego XXI wieku.

Kongres został podzielony na obszary tematyczne a sesji pt: „Medycyna w uniwersytecie: profesorowie, studenci, pacjenci”, która była poświęcona  specyfice nauczania medycyny i jej miejsca na Uniwersytecie, przewodniczył prof. Aleksander Skotnicki – Kierownik Katedry Hematologii UJ CM.

W trakcie sympozjum omawiano kwestie,  pauperyzacji relacji mistrz-uczeni w nauczaniu medycyny i zmian w relacji lekarz-pacjent. Podnoszono rolę medycyny holistycznej i humanistycznej w konfrontacji z postępującą parametryzacją nauki, przerostem biurokracji związanej ze sprawozdawczością udzielanych świadczeń zdrowotnych i uprzedmiotowieniem relacji w medynie poprzez sprowadzenie jej do poziomu usługodawcy i usługobiorcy.

Podczas spotkania i w żywej dyskusji głos zabrali również zaproszeni goście:

prof. Piotr Kurnatowski  (Zakład Biologii i Parazytologii Lekarskiej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi)

– prof. Jerzy Majkowski (przewodniczący Rady Fundacji Epileptologii, Warszawa)

–  prof. Leszek Pączek (Klinika Immunologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych, Instytut Transplantologii WUM)

– prof. Lucyna Mastalerz (Klinika Pulmonologii , II Katedra Chorób Wewnętrznych UJ CM)

 Zakres sympozjum: 

1. Specyfika nauczania medycyny na Uniwersytecie.

2. Profesor medycyny a zakresy jego funkcji:– udział w rozwoju nauk lekarskich w tym badania naukowe i próby kliniczne w dobie komercjalizacji szpitali uniwersyteckich;– ( i/albo) nauczanie studentów;– ( i/albo) leczenie chorych w Szpitalu Uniwersyteckim

3. Relacja mistrz – uczeń (profesor lekarz – student medycyny). Nauczanie etosu zawodu lekarza.

4. Rola i znaczenie medycyny uniwersyteckiej i towarzystw lekarskich w kształtowaniu polityki zdrowotnej państwa

5.Walka o humanistyczną i holistyczną medycynę z obecną parametryzacją, numeryzacją, technokracją, bezpodmiotowością, anonimowością, ,,jednorodnością grup pacjentów”, oraz przerostem biurokracji ograniczającym czas kontaktu lekarz- pacjent.

 21 marca (piątek) , godz. 15.00–16.30 Auditorium Maximum UJ  ul. Krupnicza 33, Kraków Aula Średnia A 1.    

Specyfika nauczania medycyny na Uniwersytecie

Student wydziałów lekarskich winien otrzymać :

a) wiedzę teoretyczną o funkcjonowaniu tkanek i narządów oraz ich zaburzeń,   o patogenezie chorób, o metodach diagnostycznych oraz terapeutycznych.

b)  wiedzę praktyczną w zakresie wykonywania określonych procedur tak diagnostycznych jak i teoretycznych – to co nazywamy rzemiosłem lekarskim.

c) wiedzę teoretyczną i praktyczną w zakresie relacji z człowiekiem chorym, jego rodziną, w zakresie umiejętności komunikowania, empatii i oceny osobowości człowieka w kryzysie zdrowotnym, sposobów informowania o przyczynach choroby i unikania w przyszłości czynników ją zaostrzających.

d) wiedzę w zakresie prawodawstwa w relacji lekarz- pacjent, praw lekarza i pacjenta, odpowiedzialności prawnej za błąd lekarski i ogólno pojętego funkcjonowania świadczeń zdrowotnych.W moim przekonaniu aktualny system sprawdzania wiadomości w oparciu o testy wielokrotnego wyboru nie uczy studentów myślenia lekarskiego, analizy przyczyn i skutków jak również powiązań psychofizycznej struktury pacjenta ze środowiskiem zamieszkania, zwyczajami, zawodem, ambicjami jak i radzeniem sobie w sytuacjach kryzysowych przez pacjenta.Zawód lekarza jest par exelence zawodem interaktywnym, budowanym w oparciu o partnerskie a więc horyzontalne relacje lekarz – pacjent.Nauczenie nawiązania takiego kontaktu co umożliwia wzięcie pod uwagę wszystkich, a przynajmniej większość możliwych przyczyn chorób i czynników wyzwalających jest niezbędnym warunkiem nie tylko etosu ale skuteczności wykonywania tego zawodu.Egzaminy jak i sprawdziany wiadomości coraz częściej winny być werbalne co pozwoli nauczającemu – nauczycielowi orientację w inteligencji studenta, umiejętności powiązania przyczyn i skutków, wrażliwości i dociekliwości studenta w rozwiązywaniu problemów zaburzeń zdrowia konkretnego pacjenta.  Zakreślanie określonych  cyfr i liter na testach – pozwala na ocenę cech osobowości, wrażliwości, elastyczności, skromności i dociekliwości w rozwiązywaniu złożonych problemów zaburzeń zdrowia przyszłego lekarza.

2.              Rola pracownika naukowego – profesora medycyny w procesie rozwoju wiedzy medycznej, postępu w naukach teoretycznych, procesie diagnostycznym i terapeutycznym, w publikacji wyników badań naukowych i obserwacjach klinicznych oraz w nauczaniu studentów i leczeniu chorych. 

Jak wynika z powyższej sentencji niesłychanie trudno ze względów choćby czasowych połączyć i powiązać wszystkie powyższe funkcje. Nie mniej taką aktywność realizują w większości pracownicy naukowi naszych uniwersytetów medycznych czy uniwersyteckich  wydziałów lekarskich.Patrząc historycznie ( i wynika to również z przysięgi Hipokratesa) – jedną z ważnych funkcji lekarza jest przekazywanie swojej wiedzy i doświadczenia młodym adeptom medycyny, a mówiąc dzisiejszym językiem szkolenie przed i podyplomowe. Zadanie to spełniali doświadczeni lekarze przyzwalając na udział w codziennej pracy przyszłym lekarzom. W codziennej pracy a więc w rozwiązywaniu problemów medycznych gł. przyczyn zachorowania, przebiegu choroby u poszczególnych pacjentów, kwalifikowania do określonej grupy chorób jak i podejmowaniu procesu leczenia. W ten sposób powstawały pierwsze szkoły medyczne, gdzie lekarz – mistrz przyjmował chorych aby w oparciu o konkretne przypadki chorobowe uczyć studentów. Często obejmowały one tylko kilkoro chorych, często bezdomnych , którym pomagając równocześnie uczono zawodu. Ponieważ liczba tak studentów jak i niezbędnych dla ich nauczania chorych wzrastała, powstawały szpitale uniwersyteckie , które służyły nie tylko diagnozowaniu i leczeniu ale stały sie źródłem i miejscem postępu i rozwoju szeroko rozumianej wiedzy medycznej.W dzisiejszym świecie obowiązkiem szpitali uniwersyteckich jest zatem opracowywanie standardów postępowania diagnostycznego i terapeutycznego, prowadzenie badań klinicznych i udział w ocenie nowych środków leczniczych w stosunku do których badania podstawowe i eksperymentalne na modelu zwierzęcym pozwalają na zastosowanie u chorych.Działania te napotykają jednak na opór z powodu komercjalizacji dzisiejszych szpitali   nastawionych coraz częściej na przynoszenie dochodu a nie na postęp wiedzy medycznej. Dzisiaj lekarz klinicysta, kierownik kliniki czy specjalista wojewódzki a nawet krajowy w danej specjalności medycznej natrafia na barierę urzędniczą  przepisów NFZ gdzie nie mam miejsca na wiedzę i doświadczenie lekarskie, elastyczność , indywidualne podejście w konkretnej sytuacji danego pacjenta .Cierpi na tym przede wszystkim sam chory jak i postęp wiedzy. Wiedzę medyczną jak i złożone sytuacje przyczynowo- skutkowe u poszczególnych pacjentów – nie można zaszufladkować albo wtłoczyć w sztywne ramy standardów, albowiem jest to niezgodne z biologią tak złożonej struktury jak organizm ludzki. A ponadto medycyna nie jest tylko rzemiosłem a nawet nauką ale również sztuką, a jako taka musi wychodzić poza wszelkie schematy. I właśnie tego chcemy uczyć młodych adeptów medycyny, aby spełniała ona oczekiwania tak społeczne jak i poszczególnego pacjenta.Trzy wymienione powyżej zakresy funkcji profesora medycyny, a więc aktywny udział w badaniach naukowych i próbach klinicznych, nauczanie studentów oraz leczenie chorych – wzajemnie się uzupełniają i stymulują, jednakże są coraz trudniejsze do pogodzenia ze względów czasowych. Istnieją zatem dwie możliwości: albo kontynuować w dotychczasowej formie ( przy wsparciu zespołu lekarzy i pracowników administracyjnych) albo rozdzielić i powierzyć dwóm lub trzem osobom, które cały swój czas poświęciłyby jednej z tych funkcji. I to powinno być przedmiotem dyskusji.

3.         Relacja mistrz – uczeń ( profesor lekarz – student medycyny). Nauczanie etosu zawodu lekarza 

Tak jak w każdej dziedzinie uniwersyteckiej kształtowanie osobowości i uczenie metodyki badawczej ma ogromne znaczenie w procesie dydaktycznym to  na Wydziale Lekarskim nabiera to dodatkowych walorów. Wiadomym jest dzisiaj, że ,, podstawowym lekarstwem” dla chorego człowieka jest sama postać lekarza z jego zainteresowaniem, empatią, kultura osobistą, wrażliwością, tolerancją i zdolnością do wychodzenia naprzeciw potrzebom chorego człowieka. Dopiero później idą proponowane metody diagnostyczne i procedury terapeutyczne.Ten kierunek kształcenia postawy lekarza wobec chorego będzie w przyszłości stanowił nie tylko o kulturze ogólnoludzkiej (której szczególnie należy oczekiwać od przedstawicieli naszego zawodu) ale również o poziomie medycyny i zdrowotności całego społeczeństwa.W powyższym kontekście relacja profesor- student medycyny nie może być kształtowaną i ocenianą liczbowo czy parametrycznie ale powinna charakteryzować się wzajemnym szacunkiem oraz być spotkaniem dwóch osobowości, spotkaniem wiedzy i doświadczenia z młodością, zapałem, chłonnością umysłu, dążeniem do zdobywania wiedzy i wzajemnym szacunkiem .Budowanie tych relacji nie może być tylko marginalną sferą kształcenia lekarzy. 

4.         Rola i znaczenie medycyny uniwersyteckiej i towarzystw lekarskich w kształtowaniu polityki zdrowotnej państwa 

Medycyna uniwersytecka i współpracujące z nią blisko naukowe towarzystwa lekarskie powinny w większym stopniu niż dotychczas decydować i wpływać na politykę zdrowotną państwa.W dzisiejszej dobie dominacja polityków, urzędników ministerialnych, posłów parlamentarnych, ekonomistów i tzw. czynników społecznych w podejmowanych decyzjach dotyczących zdrowotności populacji doprowadziła do coraz  głębszego kryzysu tzw. służby zdrowia.Należy te proporcje odwrócić aby decydujący głos mieli lekarze klinicyści o statusach uniwersyteckich a sfera polityki winna służyć realizacji zaprogramowanych założeń i decyzji prozdrowotnych.Ekonomia powinna przedstawiać racjonalne przesłanki dla decyzji profilaktycznych i opieki podstawowej tak w odniesieniu do młodzieży od szkoły podstawowej aż po opiekę nad starzejącym się społeczeństem.Prawidłowe kalkulacje ekonomiczne powinny służyć tym założeniom a nie odwrotnie. 

5.        Walka o huministyczną i holistyczną medycynę z obecną parametryzacją, numeryzacją, technokracją, bezpodmiotowością (anonimowością),  „jednorodnością  grup  pacjentów” oraz przerostem biurokracji ograniczającym czas kontaktu lekarz – pacjent.

Od niepamiętnych czasów człowiek chory oczekiwał od otoczenia a tym bardziej od lekarzy zrozumienia, wrażliwości, współczucia i życzliwego wyjścia naprzeciw, pochylenia się nad problemem człowieka cierpiącego, zainteresowania nad przyczyną i możliwością zaradzenia i zmniejszenia cierpienia przy równoczesnym odwróceniu niekorzystnego biegu zdarzeń patologicznych.Jak wiadomo ” medycyna zrodziła się ze współczucia cierpiącym, a pierwszymi lekarzami byli filozofowie”. Natura człowieka, tym bardziej cierpiącego,  jak  i jego oczekiwania nie zmieniły się od początku rodzaju ludzkiego.  Natomiast  obecnie chory człowiek postrzegany jest nie jako pacjent, ale jako świadczeniobiorca a lekarz jako świadczeniodawca, staje się klientem jak w urzędzie pocztowym lub w sklepie, a zdrowie przestaje być wartością samą w sobie a staje się towarem, który można wycenić i kupić.Współczesna ” organizacja służby zdrowia”, która stała się zawodem samym w sobie –  zamiast skupienia się na potrzebach psychologicznych i emocjonalnych człowieka chorego –  stara się go zmierzyć, widzieć w perspektywie określonych parametrów, zaliczyć do określonych jednorodnych grup pacjentów, nie bacząc iż jak mówił prof. Aleksandrowicz  „Człowiek jest niepowtarzalną indywidualnością i jednością psychosomatyczną”.Kierunek ten doprowadza do coraz częstszej anonimowości pacjenta, uczynienia z osoby ludzkiej numerycznej a nie humanistycznej wartości i opiera się na fałszywym założeniu, iż człowiek jest sumą poszczególnych organów, z których każdy można niezależnie naprawić lub wymienić. A przecież ,,Katedra jest czymś więcej niż tylko suma kamieni- ona nadaje im piękno i sens”. Kolejne coraz węższe specjalizacje lekarskie oraz przepisy Narodowego Funduszu Zdrowia   niedostrzegające możliwości równoczesnego współistnienia licznych chorób w jednym organizmie powodują nie tylko utrudnienia stawiane lekarzom w skutecznym holistycznym leczeniu pacjentów, ale stają się przyczyną coraz częstszych pomyłek , tragedii i niedostrzegania całości organizmu pacjenta jak i powiązania z otaczającą rzeczywistością.Coraz większy rozwój biurokracji, mnożenie liczby ankiet i wypełnianych dokumentów, ogranicza kontakt interpersonalny, nie zmniejsza lęku pacjenta a nawet go pogłębia, czyni pacjenta przedmiotem a nie podmiotem procesu diagnostyczno – terapeutycznego  negatywnie wpływając na ostateczny efekt leczenia.Jestem przekonany, że właśnie z uniwersyteckich wydziałów lekarskich powinien płynąć   mocny przekaz, iż kierunek ten jest błędny, narzucony lekarzom przez świat informatyczno- technokratyczny, który zamiast służyć relacji lekarz -pacjent, odciążać lekarzy od zbędnej biurokracji i być pomocnym – narzuca określone zachowania nastawione na przynoszenie zysku finansowego dla instytucji medycznych typowego dla struktur produkcyjnych i przedsiębiorstw gospodarczych nastawionych na zysk.Istnieje głęboka obawa, że takie kształcenie studentów jak i ocena lekarzy nie w oparciu o spełnianie oczekiwań pacjentów, stopień i umiejętności wzbudzania zaufania ( bez którego  nie może być skutecznego leczenia) , ale w oparciu o skuteczne zdobywanie funduszy w gąszczu nieżyciowych i lekarsko nieuzasadnionych przepisów urzędniczych  – doprowadzi do deprecjacji zawodu lekarza i jego etosu jako człowieka  społecznego zaufania, którego obowiązkiem powinno być oddziaływanie na prozdrowotne zachowania społeczeństw.     Ponadto istnieje obawa, że utrudnianie leczenia całościowego przez oddziały czy kliniki wąsko specjalistyczne z nazwy  – nie tylko uniemożliwia wręcz diagnostykę i podjęcie leczenia w oparciu o tzw. medycynę ogólną – ale  będzie doprowadzało  do opóźnienia procesu diagnostycznego. Będzie także  wiązało się to  z przesuwaniem chorych z jednej jednostki do drugiej, która ma   ” zakontraktowane”  dane postępowanie diagnostyczne i terapeutyczne , co może  skutkować coraz częstszymi procesami sądowymi o odszkodowania i zarzuty braku skuteczności działania (nie wynikającego z winy lekarzy).Istnieje nadzieja, że na poprawę sytuacji mogą wpłynąć:1.Zwiększenie jednej z najniższych w Europie składek zdrowotnych2. Ułatwienia w zdobywaniu specjalizacji wśród lekarzy (zmniejszenie ograniczeń)3. Wsparcie pracy lekarzy przez sekretarki medyczne4. Odpowiednie kształcenie w zakresie holistycznej medycyny5. Poprawa warunków hospitalizacji i leczenia ambulatoryjnego6. Przekazanie decyzyjności co do wyboru metod leczenia lekarzom i specjalistom wojewódzkim i krajowym a nie urzędnikom Funduszu, informatykom i menedżerom.


 Symptomy chorób nowotworowych układu krwiotwórczego

W dniu 19 listopada 2013 odbył się wykład prof. Aleksandra B. Skotnickiego zorganizowany przez Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych na Chłoniaki ,,Przebiśnieg” oraz Uniwersytet Trzeciego Wieku przy Akademii Ignatianum w Krakowie poświęcony objawom chorób nowotworowych układu krwiotwórczego oraz leczeniu chłoniaków u osób starszych.

Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych na Chłoniaki „Przebiśnieg” zrzesza pacjentów z rozpoznanymi chorobami proliferacyjnymi układu limfatycznego. Jest młodą organizacją, która swą działalność zapoczątkowała w lutym 2008 roku, jako Grupa Pacjentów z Chorobami Układu Limfatycznego, działająca przy Klinice Hematologii w Krakowie, a od grudnia 2009 r. oficjalnie została zarejestrowana pod nazwą Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych na Chłoniaki „Przebiśnieg”. W chwili obecnej organizacja jest w trakcie działań formalnych, związanych ze staraniami o uzyskanie statusu Organizacji Pożytku Publicznego.

Stowarzyszenie w swojej  działalności koncentruje się przede wszystkim na niesieniu pomocy chorym na chłoniaki i ich rodzinom oraz propagowaniu wiedzy na temat tej grupy chorób oraz metod ich leczenia.

W ramach działań skierowanych do chorych Stowarzyszenie kolportuje materiały edukacyjne (Poradnik o chłoniaku czy tzw. „pakiety startowe” zawierające przydatne w trakcie terapii informacje), umożliwia spotkania z psychologiem oraz rozmowy z ozdrowieńcami o podobnym rozpoznaniu („Zadzwoń do przyjaciela”), prowadzi akcje krwiodawstwa (turnieje „Daj MATA chorobie!”), organizuje również comiesięczne spotkania dla wszystkich szukających kontaktu. Członkowie Stowarzyszenia zapraszani są co roku na świąteczne uroczyste zebrania. Potrzebujący wsparcia duchowego mogą je znaleźć u SS. Jadwiżanek z Zawichostu. W ramach aktywizacji osób wyleczonych, „Przebiśnieg” proponuje spacery połączone ze zwiedzaniem Krakowa wraz z przewodnikiem (Odkrywamy Kraków). Stowarzyszenie zakupiło sprzęt diagnostyczny, pomocny w odczytywaniu badań obrazowych u pacjentów leczonych w Klinice Hematologii. Największą jednak wartością w odczuciu członków Stowarzyszenia jest dawanie innym chorym nadziei na wyleczenie poprzez własne świadectwo.

Szeroko zakrojone działania „Przebiśniegu”, związane ze społeczną edukacją dotyczącą rozpoznawania i leczenia chłoniaków, cieszą się patronatem Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, Centrum Onkologii w Warszawie, Polskiej Unii Onkologii, Marszałka Województwa Małopolskiego, uzyskały również życzliwe poparcie Pani Prezydentowej Anny Komorowskiej. Sztandarowe już akcje „Chłoniak a co to?/ Zdemaskuj chłoniaka”, „Zapytaj Bliskich o Zdrowie”, turnieje szachowe „Daj MATA chorobie”, wykłady organizowane na Uniwersytetach Trzeciego Wieku (w tym z udziałem pana profesora Aleksandra Skotnickiego, kierownika Katedry i Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie), czy tysiące ulotek uczące rozpoznawania objawów choroby, dostarczone do przychodni na terenie całej Polski, umożliwiły dotarcie z informacją o chorobie, jej rozpoznawaniu i leczeniu do niezwykle szerokiego kręgu odbiorców. Ważnym elementem strategii edukacyjnej jest również prowadzona strona internetowa przebiśnieg.org modyfikowana i wzbogacana w kolejne elementy, dzięki którym jest źródłem rzetelnej wiedzy na temat chłoniaka. Podobne zadanie pełni stworzony profil na facebooku. Stowarzyszenie wierzy, że dzięki takim działaniom przyczyni się do wcześniejszego rozpoznawania choroby, a przez to zwiększenia szansy na wyleczenie u potencjalnych pacjentów, zaś termin chłoniak przestanie być dla polskiego społeczeństwa terminem obcym, niezrozumiałym lub budzącym lęk.

W planach Stowarzyszenia na kolejny rok znalazło się zarówno kontynuowanie dotychczasowych działań, jak i nowe elementy, wśród nich m.in. wydanie broszury – praktycznego poradnika dla pacjenta w trakcie leczenia czy starania o własny lokal, dzięki któremu prowadzenie działalności, w tym kontakt z innymi osobami z rozpoznanym chłoniakiem, będzie łatwiejsze.


Profesor Aleksander B. Skotnicki laureatem konkursu Profesjonaliści Forbesa 2013 Zawody Zaufania

forbes2 forbes1

Odnośnik do artykułu z miesięcznika Forbes


II Międzynarodowa Konferencja

plakat_pl

II Międzynarodowa Konferencja pt.: „Kompleksowa terapia dyskrazji plazmocytarnych w 2013 roku”, która odbędzie się 7 września 2013 w Hotelu Starym w Krakowie, jest częścią wieloletniego programu rozwoju koncepcji interdyscyplinarnej i wielospecjalistycznej terapii u chorych ze szpiczakiem mnogim oraz amyloidozą. Dowiedziono, iż patologia w szpiczaku mnogim obejmuje wiele tkanek i narządów, tj.: układ krwiotwórczy, kostny, endokrynny, nerkowy, nerwowy oraz inne. Stąd kompleksowa i wielospecjalistyczna opieka nad Chorymi stwarza szansę wysokiej skuteczności i poprawy jakości życia oraz jego wydłużenia w dobrym komforcie. Zapraszając wysokiej klasy specjalistów z różnych dziedzin jak i z wielu krajów realizujemy w Krakowie testament naukowy naszego Mistrza prof. Juliana Aleksandrowicza, który zainicjował w Polsce holistyczną (całościową) opiekę nad Chorymi, co jest szczególnie widoczne w szpiczaku mnogim. Pochodzenie wykładowców obecnej Konferencji ze Stanów Zjednoczonych, Włoch i Hiszpanii dowodzi braku granic dla medycyny i wzajemnej stymulacji intelektualnej oraz zawodowej ponad różnicami kulturowymi i narodowościowymi. Cieszymy się, że możemy gościć tak wybitnych ekspertów w dziedzinie szpiczaka plazmocytowego w Krakowie miejscu najstarszego polskiego Ośrodka Hematologicznego powstałego w 1950 roku. Mamy nadzieję również, że Goście nasi będą mogli zasmakować w pięknie historycznej stolicy Polski do czego przyłożymy wszelkiej staranności. Dziękujemy Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka, oraz firmom Jannsen-Cilag, Mundipharma i Celgene za umożliwienie zorganizowania tej Międzynarodowej Konferencji. Mamy nadzieję, iż nasze Spotkanie przyczyni się do rozwoju nowoczesnego leczenia dyskrazji plazmocytowych oraz optymalizacji terapii w Polsce. Wysoki Patronat nad naszą Konferencją czołowych Postaci Krakowa: Kardynał Stanisław Dziwisz, Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciech Nowak, Wojewoda Małopolski Jerzy Miller, Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa, Prezydent miasta Krakowa prof. Jacek Majchrowski, Prezes Okręgowej Izby Lekarskiej prof. Andrzej Matyja, nie tylko podnosi rangę naszego Zjazdu, ale daje nam lekarzom poczucie, iż nie jesteśmy sami w walce o zdrowie i życie powierzonych naszej opiece Pacjentów.

Prof. dr hab. med. Aleksander B. Skotnicki

dr med. Artur Jurczyszyn


Śląskie Spotkania Hematologiczne

Podczas Śląskich Spotkań hematologicznych zorganizowanych przez Katedrę i Klinikę Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w dniu 6 stycznia 2012 omówiono aktualny stan wiedzy na temat skuteczności leczenia chorych na Przewlekłą Białaczkę Szpikową (CML).

W spotkaniu tym wzięło udział 70 lekarzy z większości polskich ośrodków hematologicznych w tym z Gdańska, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Rzeszowa, Brzozowa, Katowic i Bielska- Białej.

Spotkania przewodniczył nowy prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów- prof. dr hab. med Tadeusz Robak (Klinika Hematologii Łódź)

Wykład wprowadzający pt. ,, Przewlekła Białaczka Szpikowa w 10-lecie wprowadzenia terapii celowanej” wygłosił Prof. A. B. Skotnicki, podkreślając równocześnie rolę ośrodka krakowskiego, tak w diagnostyce cytogentycznej, jak i molekularnej- ośrodka referencyjnego z akredytacją europejską- jak i najwiekszą w Polsce liczbą chorych z CML objętych terapią celowaną (N=220 pacj) inhibitorów kinazy tyrozynowej I i II genaracji.

Drugim prelegentem był dr Tomasz Sacha, który przedstawił- w opinii Prof. Robaka- ,,wykład profesorski” dotyczący nowych aspektów patogenezy, jak i dalsze perspektywy skuteczności leczenia chorych z CML.

Spotkanie odbyło sie w pięknym XIX-wiecznym zameczku myśliwskim w Promnicach.

ss1 ss2 ss3


Galeria SCD

W roku 2004 ( 27 X) otwarto pierwszą po wojnie wystawę ” Rola Oskara Schindlera w ratowaniu krakowskich Żydów” w Synagodze Kupa przy ul. Miodowej. Okazją była 60 rocznica wyjazdu Żydów z Listy Schindlera z Płaszowa oraz 30 rocznica śmierci ( 1974) ich wybawiciela. Na otwarcie przybyli uratowani z różnych stron świata i oczywiście z Krakowa.

Wystawę w Galerii Nafta w r. 2003 pt. ” Społeczność żydowska w Polsce – zwyczaje i udział w walce o Niepodległość Polski” odwiedzili m.in. Ryszard Ores z Nowego Jorku, Leopold Wasserman z Hajfy ( uczestnik ataku ŻOB-u na ”Cyganerię”) oraz potomkowie cadyka Halberstama z Londynu, urodzeni w Bobowej oraz premier Jerzy Buzek.

Natomiast wystawę ” Okupacyjny Kraków ” w galerii Nafta odwiedził syn

Hansa Franka – Niklas przybyły specjalnie z Hamburga.

W Stradomskim Centrum Dialogu w ciągu ostatnich 7 lat odbyło sie wiele spotkań z ciekawymi ludźmi na tle kilkunastu zmieniających się wystaw. M.in. spotkanie ze Stanisławem Jankowskim – autorem książki o Janie Karskim ( 23 XI 2009), spotkane z Marianem Kwaśniewskim – Kerenem i jego żoną Krystyną Chiger z Nowego Jorku ( której historię ukrywania się w kanałach lwowskich pokazała Agnieszka Holland w nominowanym do Oskara filmie     ” W ciemności”).

Miały miejsce również spotkania z Genią i Nachumem Manorami z Beer Szewy, Marcelem i Bianką Goldmanami z Tel Awiwu, Leonem Lejzonem z Los Angeles, Janem Dresnerem z Tel Awiwu, Abrahamem Zuckermanem z New Jersey, Ludwikiem Feigenbaumem i jego żoną Reną z Florydy, Wiktorem i Regą Lezerkiewiczami z Nowego Jorku, Aleksandrem Białymwłosem – Whitem z Fénix w Arizonie, z rodziną Bosaków z Tel Awiwu, z Aleksandrem i Krystyną Allerhandami z Hajfy oraz z Reną Wohlfeiler – Birnhack z Hajfy.

W galerii Stradomskiego Centrum Dialogu miały miejsce liczne wystawy poświęcone twórczości polsko – żydowskiego artysty Artura Szyka m.in. „Statutu Kaliskiego”, „Hagady Lwowskiej”, zwyczajów i świąt żydowskich, cyklu „Waszyngton i jego czasy” oraz „Chwalebnych kart” polsko – amerykańskich relacji oraz karykatur antyhitlerowskich.

Również w SCD 10 października 2011 roku prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski oraz rektor UJ prof. Karol Musiał odsłonili oryginalne karty Statutu Kaliskiego odnalezione w Bibliotece Paderewskiego ofiarowanej UJ.

Prace Artura Szyka ( ok. 150 powiększeń i oryginałów) pokazano m.in. w Pałacu Sztuki przy Placu Szczepańskim ( 2012), w Ossolineum we Wrocławiu, w Kaliszu (filia UAM z Poznania) oraz ostatnio w Centrum Dialogu w Kielcach

Miały miejsce również inne wystawy jak „Okupacyjny Kraków na uratowanych fotografiach”, „Powroty do Krakowa – historia rodziny Aleksandrowiczów od papieru”, „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata – pomoc Polaków dla ludności żydowskiej w Małopolsce w latach okupacji niemieckiej”, oraz ” Historia Żydów wielickich”.

W galerii SCD prezydent m. Krakowa prof. Jacek Majchrowski trzykrotnie wręczał medale Honoris Gratia zasłużonym dla historii Krakowa: Stelli Müller – Madej ( 2010 r.), Bronisławie Horowitz – Karakulskiej ( 2012) oraz prezesowi KTF mgr Władysławowi Klimczakowi – z okazji 90 urodzin.

Również tutaj  ambasador Izraela w Polsce Zvi -Rav-Ner wręczał medale Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata polskim obywatelom w obecności uratowanych lub ich potomków przybyłych ze Stanów Zjednoczonych lub Izraela ( podobnie jak wcześniej ambasador David Peleg w Synagodze Wysokiej na tle wystawy ” Dwa oblicza krakowskich Żydów”.

W kwietniu 2014 r. w okresie poprzedzającym  uroczystości 650 rocznicy powstania Akademii Krakowskiej – prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski oraz rektor UJ prof. Wojciech Nowak otworzyli wystawę pt. ” Kraków oraz Uniwersytet Jagielloński na zdjęciach i kartach pocztowych sprzed 100 lat”. Wystawa ta została następnie pokazana w Cellarium Collegium Maius, w Pałacu Sztuki na Placu Szczepańskim oraz w Akademii Frycza – Modrzewskiego.


„Doświadczenie Auschwitz”?

W ostatnim okresie Kraków został obwieszony plakatami zachęcającymi do oglądnięcia wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie ( Mocak) pt. „Doświadczenie Auschwitz”. Na plakacie ( również z napisami angielskimi) informuje się, że wystawa będzie czynna w Krakowie od 15 maja do 30 października 2015 r.

Prawie 2/3 plakatu zajmuje zdjęcie młodej, nowoczesnej, dziewczyny z szerokim uśmiechem, która pozuje do zdjęcia na tle drutów kolczastych oraz budki strażniczej obozu koncentracyjnego.

Zdjęcie to wybrano z kilkudziesięciu prac prezentowanych na wystawie, być może jako najbardziej szokujące kontrastem młodego, pięknego, współczesnego  życia w zetknięciu się z tragedią Zagłady wielu milionów niewinnych Europejczyków, w tym nie tylko Żydów ale przedstawicieli wielu narodów, w tym prawie 100 tysięcy Polaków.

Można zrozumieć intencje organizatorów, którzy chcą zachęcić do kupowania biletów wstępu na rzeczoną wystawę bulwersującym zestawieniem odwiedzającej dzisiaj miejsca pamięci młodej osoby, robiącej sobie zdjęcie na tle drutów  kolczastych niemieckiego – nazistowskiego obozu zagłady zbudowanego na polskiej ziemi. Ale tego typu prowokacja nie tylko jest niestosowna, ale zakłamuje pamięć  o największej zbrodni w historii ludzkości a eksponowana na ulicach, przystankach tramwajowych i słupach ogłoszeniowych Krakowa  (pod patronatem finansowanego przez Miasto Muzeum  Sztuki Współczesnej), obraża uczucia  wielu mieszkańców Krakowa i ich przodków, jak i przybywających do naszego miasta gości z całego świata w tym również tych, którzy jako nieliczni, przeżyli tragedię obozów.

Zdjęcie to można skontrastować  z twórczością wielu wybitnych krakowskich  artystów uratowanych przez Oskara Schindlera jak Józef Bau czy  Genowefa Manor,  a także William Wachtel. Ten ostatni na okładce wzruszających wierszy pisanych nocą na siennikach baraków obozu koncentracyjnego – autorstwa dwóch sióstr krakowianek: Henryki i Ilony Karmel – przedstawił je jako dwie młode dziewczyny w pasiakach obozowych, z których jedna wystawiając za druty swą rękę, dotyka płatków rosnących tam  kwiatów jakby odbierając posmak piękna wolnego świata.

Mieszkające do dziś w Krakowie osoby, które przeżyły obozy, a w których straciły większość członków swoich rodzin m.in. Bronisława Horowitz – Karakulska jak i prezes społeczności polonii żydowskiej w Australii Bernard Korbman – ludzie o szerokich horyzontach – nie kryją zażenowania, a nawet oburzenia z tej formy deprecjacji ofiar totalitarnego systemu, który objął swym zasięgiem prawie cały świat.

Autorzy tego listu próbują zrozumieć intencje dyrekcji Muzeum Sztuki Współczesnej zorganizowania artystycznych wizji współczesnych twórców – jak mówi podtytuł wystawy – relacji  Polska- Izrael- Niemcy, ale wolność wyrażenia się w sztuce nie może dotyczyć tak tragicznych losów naszych współobywateli przede wszystkim żydowskich ale nie tylko. Zachęcanie do zwiedzenia Muzeum przez tego typu plakaty jak i ogromny banner 10x 5 metrów wiszący na terenie byłej fabryki Oskara Schidlera – tej szlachetnej samotnej wyspy na oceanie ludobójstwa- znanej na całym świecie dzięki filmowi Stevena Spielberga jest nadużyciem i zawłaszczeniem w niestosowny sposób tej ” Arki Noego” ( gdzie przez cały okres okupacji niemieckiej ratowano przed wywiezieniem do obozów śmierci ok 1000 mieszkańców Krakowa pochodzenia żydowskiego).

Jak już sprowokowani tym obraźliwym plakatem wejdziemy do środka Muzeum, zobaczymy m.in. powtarzany co kilka minut nakręcony amatorską kamerą film z komory gazowej, w której sześciu nagich osobników ( w tym trzech mężczyzn i trzy kobiety) bawią się w berka ( jak brzmi opis tego filmu) biegając z uśmiechem po tej komorze śmierci.

Ciekawi jesteśmy czemu ma służyć ta promocja ” radosnej twórczości” artystycznej?. Czy zaprzeczeniu prawdy historycznej czy lekceważeniu uczuć żyjących do dziś krewnych ofiar, a nawet przeciętnego, nie bezpośrednio związanego z tematem, odbiorcy.

W Niemczech jakakolwiek forma promocji nazizmu czy zaprzeczenia prawdy historycznej z nim związanej jak i lekceważenia jego ofiar, jest niedopuszczalna  a nawet karana sądownie.

Skoro 70 lat po zakończeniu tragicznej wojny, która kosztowała życie 50 milionów istnień ludzkich, w tym 6 milionów obywateli polskiego pochodzenia przypominamy w tak radosny, nieodpowiedzialny i prowokacyjny sposób  te wypadki, to być może za parę lat  zobaczymy przedstawioną na plakacie opalającą się dziewczynę w stroju kąpielowym.  Myślę, że istnieją inne sposoby zachęcania do odwiedzin i podziwiania tak trudnej sztuki współczesnej niż poprzez obrażanie uczuć ludzkich.

W świetle powtarzanych w różnych krajach ( USA, Niemcy, Holandia) określeń o „polskich obozach koncentracyjnych” promowanie takim plakatem  tematu Holokaustu w naszym kraju jak również w okresie zbliżającego się Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie uważamy za niewłaściwe żeby nie powiedzieć niedopuszczalne.

Napisy na murach Krakowa typu „Żydzi do gazu”, rysunki przedstawiające gwiazdy Dawida wiszące na szubienicach czy takie plakaty MOCAK-u nie powinny witać przybyszów z całego świata przejeżdżających przez nasze miasto w drodze do byłego obozu Auschwitz.

Również w imię tzw. demokracji i wolności zgromadzeń dopuszczanie do przemarszów Młodzieży Wszechpolskiej i innych ugrupowań nacjonalistycznych po Rynku Krakowskim, którzy z łysymi głowami, w strojach przypominających ONR- owców i z okrzykami ” Polska dla Polaków” świadczy nie o tolerancji władz miasta, ale o braku wyobraźni i o nieodpowiedzialności nie tylko wobec prawdy historycznej (do czego takie organizacje doprowadzały), ale również jak takie marsze  kształtują wyobrażenie milionów turystów i telewidzów o polskiej wrażliwości, pamięci i odpowiedzialności.

W powyższym kontekście co miałem powiedzieć o współczesnej Polsce przedwojennemu krakowianinowi Edwardowi Mosbergowi, który już dwukrotnie przywoził z Nowego Jorku do Krakowa swoich wnuków, aby w Synagodze Tempel odbyli swą Bar Micwę – w mieście jego urodzenia oraz gdzie ich babka – żona Edwarda – została uratowana przez polskich sąsiadów – późniejszych Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata?

Pamiętajmy, że prowokacyjna wystawa MOCAK-u znajduje sie na terenie filii byłego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Płaszowie, w „Emalii” gdzie ratowano Żydów przed Zagładą,  a  polskich pracowników ( ok 300) przed wywiezieniem  na roboty do Niemiec. Oraz gdzie Herr Direktor zwalniał ukraińskich strażników za to, że bili  jego pracowników. To było miejsce wyjątkowe – oaza człowieczeństwa na pustyni moralnego odrętwienia.

Czy dziewczyna z plakatu nie wie, że na tych drutach kolczastych podłączonych do prądu zginęły setki więźniów, którzy stracili wszelką nadzieję i zostali pozbawieni człowieczeństwa przez brunatny terror?

Te druty są święte, należałoby na nich kłaść kwiaty a nie szczerzyć na ich tle zęby w uśmiechu do ” artysty fotografa” pseudo sztuki współczesnej. I czy musimy te plakaty wieszać na ulicach Krakowa aby epatowały młodzież pozbawioną coraz częściej lekcji historii w szkołach i przystępującą później do grup nacjonalistycznych, neofaszystowskich i kibicowskich.

A może by zamiast takiego plakatu rozwiesić w mieście powiększoną miniaturę „Statutu Kaliskiego” w iluminacji Artura Szyka z 1927 roku, skoro właśnie obchodziliśmy 750-lecie tej pierwszej polskiej konstytucji regulującej stosunki polsko- żydowskie.

Czy nie lepiej promować to piękne dzieło polskiego prawa, kultury i tolerancji  ustanowione przez księcia Bolesława Pobożnego w 1264 roku, a potwierdzone przez kolejnych polskich królów aż do Stanisława Augusta Poniatowskiego? Na jednej z plansz          ” Statutu” polski  Żyd Artur Szyk pisze ” Ad maiorem Poloniae Gloriam”… ( Ku większej chwale Polski)…

Na koniec osobista refleksja… Za takimi drutami obozu koncentracyjnego zginęła matka mojej matki – Anna Sokołowska- profesor gimnazjum w Nowym Sączu, ratująca w czasie okupacji swoich byłych uczniów żydowskiego pochodzenia. Znaleźli u swojej nauczycielki i wychowawczyni obrońcę. Za tę pomoc moja babka zapłaciła życiem.

Jako jej wnuk ale przede wszystkim jako krakowianin, lekarz, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz organizator corocznego Dnia Pamięci w auli Collegium Novum UJ z okazji rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz z udziałem byłych więźniów –  nie mogę pozostać obojętnym wobec zjawisk, które opisałem.

 

Lili Haber                                                              Aleksander B. Skotnicki

Stowarzyszenie Krakowian w Izraelu                          Stradomskie Centrum Dialogu