Uwagi o książce „Sendlerowa w ukryciu” Anny Bikont

Aleksander Skotnicki                                                                                 Kraków, 15 IX 2018

 

Nie ważne w życiu kim się jest, lecz dla kogo

Prof. Sebastian Giebel

 

Uwagi o książce „Sendlerowa w ukryciu” Anny Bikont

Mam wielki szacunek dla ludzi ratujących innych od zagrożenia czy śmierci. Sam jestem onkologiem, leczącym od 45 lat pacjentów z najcięższą chorobą nowotworową jaką jest białaczka. Bowiem już w chwili rozpoznania jest to rozsiany proces chorobowy mogący doprowadzić do śmierci – mimo podjętego leczenia – w ciągu kilkunastu dni lub tygodni.

Ale nie mogę się porównywać do ratowania osób pochodzenia żydowskiego podczas okupacji niemieckiej naszego kraju w czasie II wojny światowej.

Nasi współbracia i  sąsiedzi mieli wydany wyrok śmierci – niezależnie od płci i wieku – w imię zbrodniczej ideologii.

Moi chorzy przychodzili  do mnie z „wyrokiem śmierci” z powodu białaczki obejmującej, już w chwili rozpoznania, cały organizm chorego. Ale ja miałem do dyspozycji coraz bardziej rozbudowywaną i unowocześnianą   klinikę, młodych, zdolnych lekarzy, wspaniałe pielęgniarki oraz dostęp do możliwości stosowania drogich i coraz bardziej skutecznych leków przeciwbiałaczkowych, a także terapii wspomagającej ( kroplówki, antybiotyki, preparaty krwiopochodne). Nie mówiąc już o posiłkach, dietetyczkach, rehabilitantkach i psychologach.

A „ Sprawiedliwi” byli samotni, nie mieli żadnej z tych rzeczy i za pomoc ryzykowali w każdej chwili śmiercią swoją a często również swoich bliskich.

Niektórzy mówią, że pani Bikont nie deprecjonuje Ireny Sendlerowej, a tylko ją odbrązawia i podkreślają, że była „ człowiekiem z krwi i kości”( jakby każdy z nas nie był taką osobą). Proszę mi pokazać wiele innych osób, które z takim poświęceniem, niebywałą odwagą i ryzykiem pomagali innym podczas wojny.

Pani Bikont chwali się, że jej książka „Sendlerowa w ukryciu” to  „ marketingowo trafiony produkt” ( Gaz. Wyborcza 1-2 IX 2018). Rozpoznany przez szmalcowników na ulicy Żyd to był też „ znakomity produkt, żeby nie powiedzieć łakomy kąsek” – można było na nim dobrze zarobić…

W samym numerze   Newsweeka (Wywiady, 3, 2018, str. 66-69) padają następujące sformułowania pod adresem pani Ireny Sendlerowej  :

(…)Jako studentka sympatyzowała z PPS. Uczyła się w Wolnej Wszechnicy[1] .

(…) Źle się czuła ze swoim życiem. Szybko zaczęło się rozsypywać jej drugie małżeństwo. Po paru latach znowu związała się z drugim mężem. I znowu rozwód

Na tendencyjne pytanie pana Jacka Tomczuka czy „konfabulacje Sendlerowej wszystkim były na rękę?” pada odpowiedź: „ Wydostanie się z getta nie było aż tak trudne”.

Pan Tomczuk kończy wywiad kolejnym tendencyjnym pytaniem „ Jak dawała sobie pani radę ze zmyśleniami Sendlerowej?” tym samym stawiając tezę, przed którą nieżyjąca już pani Irena nie może się bronić.

Po co pani Bikont robi to wszystko?

Żeby zdobyć 100 tys. zł za nagrodę Nike? – jeżeli tak, to „ gratuluję” Kapitule.

Przykro mi, że w ulubionej od lat „mojej” Gazecie Wyborczej pani Bikont uznana została za jedną z „ siedmiu wspaniałych”.

Aby „dopiec” Irenie Sendlerowej w autoryzowanym wywiadzie dla Newsweeka, prawie rok po opublikowaniu swojej książki, pani Bikont mówi, że działalność Sendlerowej nie wynikała z jej wrażliwości, dobrego serca i przyzwoitości, ale z jej głębokiej lewicowości. Posuwa się nawet do takiego prymitywnego zarzutu, że „chodziła na wykłady  do Wolnej Wszechnicy gdzie studiowali robotnicy, komuniści ( niektórzy po wyrokach) oraz wielu Żydów”. Oraz że pomagała ratować Żydów „nie w wyniku odruchu szlachetnego polskiego serca, ale na skutek lewicowej edukacji. A kiedy podczas wojny dochodziło do kolejnych podziałów PPS, ona zawsze wybierała skrajnie  lewicowy odłam”.

A może działalność Ireny Sendlerowej, wg pani Bikont jest „ wyimaginowana”  zgodnie z bieżącą  polityczną narracją i służy nieczystym ( nieprawdziwym) współczesnym celom- dziś przeszło 70 lat po strasznej wojnie i pięcioletniej niemieckiej okupacji?.

Już 4 kwietnia 2018 Pani Bikont pisze w Gazecie Wyborczej „ Sendlerowa jest materiałem na feministyczną bohaterkę popkultury. A robiąca z nią wywiad Dorota Danielewicz pisze: Autorka „układa wielowymiarowe puzzle tragicznego okresu polskiej historii. A jej poszukiwania odsłaniają intymne aspekty osobowości i życia Ireny Sendlerowej. Jednak wymykają się one jednoznacznej ocenie”.

Widać, że dla pani Bikont ratowanie dzieci żydowskich od rozstrzeliwania czy rozbijania ich główek o mury getta przez hitlerowskich siepaczy stają się puzzlami czy wręcz komiksem dla opisania jednej z największych tragedii jaka miała miejsce w historii na ziemiach polskich. Służą również dla  opisania postaci, nominowanej dwukrotnie do Pokojowej Nagrody Nobla, Ireny Sendlerowej, jednej z najbardziej znanych na świecie „Sprawiedliwej”, a jednocześnie tak lekceważonej przez hołubioną w Polsce panią Bikont.

Kto upoważnił pana Tomczuka i panią Bikont do takiego lekceważącego stosunku do tej  zasłużonej bohaterki II wojny światowej?

Sprawiedliwej, której tak wiele osób zawdzięczało życie, a która za swoją działalność była torturowana przez gestapo, dostała wyrok śmierci  a potem na długo świat o niej zapomniał?

Charakter tych sformułowań jest na poziomie „ dziadka z Wehrmachtu”.

Moi żydowscy przyjaciele w Londynie, USA i Izraelu są oburzeni i zaskoczeni poziomem tego wywiadu oraz samą książką pani Bikont. Ja także.

Doprawdy to niezrozumiałe i w najwyższym stopniu niegodne.

 

Prof. Aleksander Skotnicki

Kierownik Kliniki Hematologii UJ CM

Założyciel Stradomskiego Centrum Dialogu

Autor licznych książek dotyczących historii żydowskiej społeczności przedwojennego Krakowa oraz historii ich ratowania z Holokaustu m.in. przez Oskara Schindlera.

 

  1. Na zakończenie pozwolę sobie dołączyć kilka uwag nt. książki pani Bikont napisanych przez krakowskiego dziennikarza Macieja Kwaśniewskiego

*****

 

Maciej Kwaśniewski

 

Oskarżona: Irena Sendlerowa. Kilka uwag o książce A. Bikont

 

Książka została skonstruowana bardzo precyzyjnie wg określonej narracyjnej zasady:

  1. Z góry narzuca Czytelnikowi tezę, to rodzaj gry, w której każdy jest podejrzany, a przede wszystkim bohaterka. Podejrzany jest każdy fakt, nawet niewinna lektura książki.
  2. Celem gry jest delegitymizacja IS jako bohaterki zbiorowości, odebranie jej wiarygodności i stygmatyzacja. Bohaterka prezentuje inaczej fakty (a więc kłamie) w małych sprawach, a więc może i w większych. I w ogóle kłamie.
  3. Trudno ocenić wiarygodność cytowanych źródeł bez ich skonfrontowania, widać jedną zasadę, że z pewnego zasobu źródeł, np. w rozdz. II autorka wybiera fragment, który świadczy na niekorzyść IS. Bez własnej kwerendy nie potrafimy ocenić tego, co jest w pozostałej części dokumentów i relacji.
  4. Fakt wiarygodności ma podkreślić nadzwyczajna lista przypisów sprawiająca wrażenie aparatu naukowego. To zabieg czysto graficzny. Te przypisy w rozbudowanej formie, niezwyczajnej nawet dla prac naukowych, w części wypadków w ogóle nie są potrzebne lub uprawnione.
  5. To metoda naukowa polegająca na poszukiwaniu nie faktów, ale świadectw stawiających IS w złym świetle.
  6. Sama konstrukcja książki jest pewnego rodzaju manipulacją. Dwa pierwsze rozdziały, praktycznie nie dotyczą bohaterki książki, ale  poprzez swój dramatyzm mają Czytelnika zaszokować, sprowadzić w pozycję przerażenia i w tym kontekście pokazać jakieś nieścisłości dotyczące życia IS, istnienie jakiejś egendy skonfabulowanej przez ludzi dotkniętych dramatem Holocaustu i samą IS legendy. To bardzo sugestywna narracja. Zanim Czytelnik w trzecim rozdziale, na 51 s.,  zacznie poznawać bohaterkę, już wie, że ona jest podejrzana… Czytelnik już wie, że to ktoś podejrzany, podejmuje grę w delegitymizację. Rozpoczyna się polowanie. Tu nie ma ważenia racji. Podejrzana jest jedna – Irena Sedlerowa.

 

  1. Wszechobecna polityka sugestii. Książka zawiera ciągi narracyjne sugerujące nieuczciwość, czy wręcz działanie na szkodę ratowanych. Tak jest z pieniędzmi przeznaczonymi na utrzymywanie przechowywanych w polskich rodzinach. Dowiadujemy się w rozdziale I, że pewna polska rodzina wymuszała dodatkowe pieniądze, że część pieniędzy gdzieś ginęła, a dotyczyło to ludzi, którym pieniądze dostarczała IS. W innym rozdziale mamy duży fragment dotyczący tego, że wg oceny dwóch historyków, znaczna część pieniędzy przeznaczonych na ratowanie obywateli żydowskiej przez Delegaturę Rządu na Kraj nie docierała do celu. Nie poznajemy żadnego dowodu na te oceny, ale pojawia się sugestia, że sprawa ta mogła dotyczyć IS.
  2. Komentarze odautorskie. Pełnią bardzo niebezpieczną rolę. Tam, gdzie czytelnik mógłby fakty ocenić neutralnie, albo nawet na korzyść IS, autorka dodaje swój komentarz, zawsze niekorzystny.
  3. W książce wszechobecny jest język dystansu. W dużej części opisów faktów dot. IS stosowany jest tryb przypuszczający, słowa sugerujące domniemanie, czy wątpliwość co do prawdziwości przytaczanych spraw.
  4. Autorka zajmuje się weryfikacją słów tylko jednej postaci – IS. W przypadku pozostałych osób i ich relacji, weryfikacja jest tylko formą retoryczną, albo weryfikacja działa na niekorzyść IS.

 

 

[1]Wolna Wszechnica Polska –  prywatna uczelnia utworzona w Warszawie, od 1929 r. ustawą sejmową została zaliczona do uczelni wyższych. Nadawane przez nią dyplomy  ukończenia studiów i tytuły naukowe były równoważne z uniwersyteckimi. Uczelnia specjalizowała się głównie w naukach społecznych. W odróżnieniu od innych warszawskich uczelni tamtych czasów nie dochodziło na niej do antysemickich ekscesów i nigdy nie wprowadzono tam getta ławkowego.

Pierwszym członkiem honorowym Wolnej Wszechnicy Polskiej był Józef Piłsudski. Członkami honorowymi byli także: prof. Ludwik Krzywicki, znakomity socjolog i były rektor tej uczelni, prof. Paweł Appel, rektor Sorbony, prof. St. Kalinowski, prof. Leon Petrażycki, prorektor W.W.P. oraz król Hiszpanii Alfons XIII.

Sama Wszechnica porównywana była z paryskim College de France i nazywana drugim uniwersytetem w Warszawie.

W latach 1919-1939 placówka zatrudniała 70-80 naukowców z tytułem profesora, 30-40 docentów. Do jej kadry należeli m.in. Józef Chałasiński, Witold Doroszewski, Ludwik Hirszfeld, Bogdan Suchodolski i Janusz Korczak. W roku akademickim 1938/39 kształciło się na niej ok 3000 studentów. Uczelnia prowadziła tajne nauczanie w czasie okupacji niemieckiej.