Irena Sendlerowa i Oskar Schindler – ocena postaci historycznych ( 2017, Kraków).

W dzisiejszej historiografii i w poszukiwaniu tzw. „całkowitej prawdy” o ludziach i zdarzeniach, próbuje się dyskredytować (odbrązawiać) postaci historyczne, które cieszą się szerokim autorytetem i społeczną akceptacją i które stały się przykładem do naśladowania, a ich imionami nazywano ulice, place, szkoły i instytucje.

W życiu każdego człowieka, a tym bardziej ludzi, którzy coś w życiu osiągnęli, a więc ludzi nieprzeciętnych, aktywnych twórczo , społecznie lub politycznie – zawsze można znaleźć ujemne strony, czy to odnosi się do życia osobistego i rodzinnego   (najczęściej zaniedbywanego w kontekście pracy społecznej), czy też dotyczy zachowań w życiu codziennym lub popełnianych błędów zw. z podejmowanymi decyzjami – co w życiu aktywnym zawsze się zdarza.

Tzw. „cała prawda” o życiu i charakterze ludzi wybitnych nie powinna umniejszać ich zasług w „upiększaniu” lub „naprawianiu świata”, albowiem swoim życiem dowiedli, że przyświecał im szlachetny cel, któremu podporządkowywali lub wobec którego poświęcali życie osobiste.

Jedynym kryterium oceny wartości pojedynczego człowieka powinno być to, co po sobie zostawił potomności ( poezja, publicystyka, literatura, twórczość artystyczna) lub na ile zmieniał świat na lepsze, lub też dzielił się innymi swoim sukcesem albo wychodził naprzeciw ludziom w potrzebie.

Jak mówił prof. Julian Aleksandrowicz „życie każdego z nas jest tyle warte, na ile dzielimy je z innymi w przekonaniu, ze więcej zyskujemy dając niż biorąc”.

Tak np. odbrązawianiu podlega ostatnio najbardziej znana na świecie polska Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata, śp. Irena Sendlerowa. Jej pasja społeczna         ( odziedziczona po ojcu lekarzu, który nauczył ją, że jeżeli ktoś tonie, to musisz go ratować), wyrażająca się pracą na różnych poziomach w opiece społecznej różnych urzędów miasta Warszawy w latach 30 tych XX w, oraz sprzeciwem wobec nietolerancji i ostracyzmom wobec koleżanek i kolegów żydowskiego pochodzenia na Uniwersytecie Warszawskim.

Aktywność tę rozwinęła szczególnie w czasie II wojny światowej, organizując razem ze swoimi współpracowniczkami pomoc najbardziej zagrożonym w czasie okupacji niemieckiej dzieciom żydowskim z warszawskiego getta. Z narażeniem życia swojego i swojej rodziny jak również współpracowniczek , przeprowadzała akcje wywożenia dzieci z getta i ukrywania u polskich sąsiadów lub w klasztorach Mazowsza i całej Polski.

Aresztowana przez gestapo, torturowana, została uwolniona dzięki władzom Żegoty, do której należała, po czym pod zmienionym nazwiskiem dalej prowadziła swoją działalność, tak wysoce patriotyczną i potrzebną społecznie.

Za działalność tę została uznana przez Yad Vashem w Jerozolimie „Sprawiedliwą Wśród Narodów Świata”, a jej wielometrowe drzewko wita przybywających ze wszystkich kontynentów odwiedzających ten Instytut Pamięci Bohaterów II wojny światowej.

Była dwukrotnie z inicjatywy rządu Izraela i rządu RP nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Wydano tak w Izraelu jak i w Polsce znaczki pocztowe z jej wizerunkiem, a także na monetach Banku Polskiego, a wielu szkołom tak w Polsce, Niemczech, jak i Anglii nadano jej imię, aby była przykładem bezinteresowności, oddania sprawie słabych i potrzebujących i widzenia w tym życiowego celu. Dnia 6 III 2018 zostanie otwarta w Parlamencie Brytyjskim w Londynie wystawa poświęcona Jej pamięci oraz specjalna sesja dla członków Izby Gmin.

Była osobą niezwykle skromną i spotykające ją pod koniec życia zaszczyty, nagrody i wyróżnienia bardzo ją krępowały, o czym mówiła mi podczas naszych wielokrotnych osobistych kontaktów – w czasie wizyt w Warszawie, w skromnym pokoiku Zakonu Bonifratrów, jak i podczas częstych rozmów telefonicznych.

Obecnie pod pretekstem szukania tzw. „ prawdy historycznej” zarzuca się pani Irenie Sendlerowej jej lewicowe poglądy (wyrażające się wrażliwością społeczną), przynależność do PPS, skomplikowane życie osobiste (dwóch mężów i dwa rozwody), jak i fakt, że była niewierząca i nie praktykowała w życiu katolickim.

W moim głębokim przekonaniu tego typu „dociekliwość pseudonaukowo- dziennikarska”, nie tylko obraża panią Irenę i uratowanych przez nią od pewnej Zagłady dzieci, a dzisiaj już dorosłych i starszych ludzi, ale jest społecznie szkodliwa, deprecjonując tak nam potrzebne dzisiaj autorytety i przykłady do naśladowania. Co więcej, w oczach świata budzi zdziwienie i niezrozumienie, dlaczego wybitne postaci naszego narodu uznawane przez inne kraje, sami deprecjonujemy i nie podkreślamy ich zalet, ale szukamy wątpliwych zresztą wad i negatywnych cech.

Dotyczy to w ostatnim okresie również takich postaci jak Lech Wałęsa i Leszek Balcerowicz ( którym wszyscy zawdzięczamy dzisiejszy dobrobyt i zachodnie standardy życia), Józef Piłsudski, Władysław Bartoszewski, Jan Karski a także Wojciech Młynarski.

Na twórczości tego ostatniego, ogromnym talencie poetyckim i wokalnym – oraz

kulturze osobistej wychowało się kilka pokoleń polskiej inteligencji ( niepotrzebnie zatem eksponuje się dzisiaj jego trudny charakter oraz konflikty rodzinne wynikające z przewlekłej choroby).

Najlepszym tego przykładem z krakowskiego podwórka jest postać Oskara Schinldera, który uratował od pewnej śmierci ok 1000 współobywateli naszego miasta, z których wielu żyje do dziś, nazywa jego imieniem ulice miast na wszystkich kontynentach, odwiedza jego grób na katolickim cmentarzu na górze Syjon w Jerozolimie – i tylko ich zdanie pełne wdzięczności za uratowane życie oraz ludzkie traktowanie w czasach niezwykłego terroru – powinno się dzisiaj liczyć. Natomiast pseudohistorycy, poszukujący sensacji dziennikarze, próbują odbrązowić tego             „ Anioła z Zabłocia”, nie mając do tego ani moralnego prawa, ani dostatecznej wiedzy o skomplikowanych i strasznych czasach niewyobrażalnego zagrożenia, które czyhało z każdej strony.

Jednemu człowiekowi tak wielu zawdzięcza tak wiele. Są do dziś moimi przyjaciółmi. Mieszkają na wszystkich kontynentach i zachowują wdzięczną pamięć o człowieku, który ich samych, ich rodziców i dziadków, uratował tu w Krakowie, a potem na Morawach, w Brynicach od Holokaustu.

Okażmy i my im szacunek.

Poświeciłem im wiele książek i wystaw, uczę o nich studentów polskich i zagranicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Aleksander B. Skotnicki